0
Czy duchowość jest ucieczką od rzeczywistości?
Ryszard Skarbek
01.07.2008, czytano 3,115 razy, pobrano kod HTML 4 razy, komentarzy 1.
Chciałbym dziś poruszyć temat dość kontrowersyjny, zwłaszcza w kategorii, która dotyczy rozwoju osobistego i duchowości. Chciałbym zapytać: czy duchowośc jest ucieczką od rzeczywistości?

Podążając za dobrą radą Sokratesa zacznijmy od zdefiniowania tego, co w tym artykule będzie rozumiane przez:
duchowość - sfera wewnętrznego życia człowieka związana z poszukiwaniem odpowiedzi na pytania: kim jestem? Jaki jest sens życia? Czy istnieje Bóg?
rzeczywistość - tu rozumiana w sposób potoczny. Zewnętrzny w stosunku do nas "świat". Przestrzeń i czas, w których żyjemy tu na ziemi. Ludzie z którymi jesteśmy i których spotykamy. Praca, wypoczynek, sprawy do załatwienia, kredyty, rachunki, cieknący kran, wzrost stóp procentowych, tzw. "codzienność"...
A zatem: czy duchowość nie jest próbą ucieczki od rzeczywistości w celu uniknięcia wysiłku, nierozwiązanych problemów, dyskomfortu, presji?
W coraz szybciej pędzącym świecie duchowość jest bardzo kuszącą alternatywą, która pozwala w coś wierzyć, pozwala złapać oddech, pozwala usłyszeć siebie, zatrzymać sie na chwilę, nabrać dystansu i "dotknąć nieba". Bez tej możliwości wielu z nas prawdopodobnie pogubiłoby się zupełnie w problemach "codzienności".
Ale z drugiej strony duchowość może być też wygodną ucieczką, odwróceniem się od cieknącego kranu i wzrostu stóp procentowych. Wręcz całościowym zanegowaniem świata materialnego - "świata gorszego", mniej wartego. Ta codzienność jest wtedy czymś pomniejszym, czymś nie wartym uwagi. My przebywamy przecież w lepszym świecie: samoświadomości i samorozwoju, kontaktu z "wyższym ja". Inni "uśpieni" nie zrozumieją o co nam chodzi, bo ... są "uśpieni" :-). I tak daleko za nami na drodze "prawdziwego" rozwoju. Ale tak poza tym to ich szczerze kochamy ...
Ale czy aby na pewno ten nasz wewnętrzny świat duchowości jest prawdziwy? Czy często nie jest tak, że jest przez nas stworzony właśnie dlatego, że nie radzimy sobie z codziennością, nie potrafimy stawić jej czoła?
Gdzie jest granica między egzaltacją, a duchowością?
Gdzie jest granica między byciem egositą, a świadomym zmierzaniem do rozwoju siebie - dla dobra siebie i dla dobra INNYCH?
Zwłaszcza kiedy jest się za innych odpowiedzialnym - np. za dzieci.
OSHO, Ken Wilber (i wielu innych uznanych myślicieli ostatnich dziesięcioleci) zawsze podkreślało i wciąż podkreśla, ze jest pewna kolejność rzeczy. Najpierw trzeba odrobić zadanie domowe z niższego poziomu, żeby móc przejść na poziom wyższy (BTW dziwna zbieżność z grami komputerowymi :-). Tylko wtedy na kolejnym poziomie następuje integracja poprzedniego i tylko wtedy rozwijamy się harmonijnie. W przeciwnym wypadku zawsze będzie czegoś brakowało i zawsze w jakimś obszarze będziemy sztuczni.
Czy zatem nie jest tak, ze nie można za szybko przeskakiwać na wyższy poziom drabiny bez wcześniejszego choćby dotknięcia jej wszystkich początkowych szczebli? Po co? Chociażby po to, żeby móc zrozumieć tych, którzy są na tych poziomach.
Czy nie jest tak, że najpierw trzeba mieć mocne nogi i dobry grunt pod nogami, żeby móc zacząć pracować nad skrzydłami i dobrze się wybić w góre? (tak na marginesie: natura nie pozbawiła ptaków nóg - przypadek ?) Można oczywiście powiedzieć, że żeby wzlecieć wcale nie trzeba się wybijać. Wystarczy wyjść na wysoki szczyt, zrobić krok do przodu i dać się ponieść wiatrom. Ale najpierw trzeba WEJŚĆ na ten szczyt :-).
Czy można zatem zacząć latać w przestworzach, jeśli się najpierw nie nauczyło dobrze chodzić?
Kto przysparza więcej dobra temu światu: osoba, która prowadzi kuchnię dla bezdomnych czy mnich, który medytuje w odosobnieniu?
A może najlepiej, gdyby było to po prostu "dwa w jednym"?
Co o tym sądzicie?
Pozdrawiam Serdecznie
Podobał Ci się ten artykuł? Oceń na TAK lub NIE.
0
Artykuł został przedrukowany na następujących stronach:
http://rozwojduchowy.socjum.pl
http://www.para.wczasywpolsce.pl/
http://ksiegarniakatolicka.pl/
Liczba komentarzy: 1
To nie jest kontrowersyjny temat. W przeciwnym razie byłoby tu pełno komentarzy :-)
Takich pytań jest pełno:
Czy wyjazd do pracy za granicę jest wyzwaniem czy ucieczką przed biedą?
Czy wynajmowanie mieszkania jest spełnieniem marzeń o samodzielności czy ucieczką przed dokuczliwymi rodzicami?
Czy kupno psa świadczy o miłości do zwierząt czy to ucieczka przed samotnością? (albo przed ludzmi, w końcu psa nie można na długo zostawić samego, to dobra wymówka)
Czy idziesz na imprezę bawić się czy odreagować problemy i stres?
Czy pracujesz po godzinach dla pieniędzy czy uciekasz od bycia w domu?
Pomasz innym bo chcesz im pomóc, czy chcesz poczuć się potrzebny.
Wybaczasz, czy uciekasz przed konfliktem?
Odpowiedż jest w każdym przypadku indywidualna. Warto czasem zadać sobie te pytania, żeby lepiej poznać siebie.
Ale to wszystko. Czasem ucieczka to lepsze wyjście. Ale zwykle odpowiedż nie jest jednoznaczna. Jeśli nie zaniedbujemu podstawowych obowiazków, nie powinnismy się tym zadręczać.