0
Czysty zabobon
Tomasz Dajczak
18.11.2007, czytano 2,804 razy, pobrano kod HTML 3 razy, komentarzy 3.
Kilka dni temu w firmie, w której pracuję, wywiązała się dyskusja na temat astrologii i horoskopów. Ku swemu zdziwieniu skonstatowałem, że większość moich współpracowników (zwłaszcza płci pięknej) jest przekonana co do astrologii.
Kilka dni temu w firmie, w której pracuję, wywiązała się dyskusja na temat astrologii i horoskopów. Ku swemu zdziwieniu skonstatowałem, że większość moich współpracowników (zwłaszcza płci pięknej) jest przekonana co do astrologii. Nawet jeśli uważają, że przyszłości nie da się przewidzieć w wiarygodny sposób, to prawie wszyscy wierzą w korelację pomiędzy znakiem zodiaku a cechami charakteru. Po wysłuchaniu serii opowieści typu „lwy są takie a wodniki owakie” poprosiłem zebranych by odgadli jaki jest mój znak zodiaku. Znają mnie wszak nie od dziś, spędzamy razem większą część dnia, wiec rozwiązanie zagadki powinno być sprawą banalną. Nie było. Po trzeciej nieudanej próbie obecni poddali się. Co ciekawe, powszechnie stwierdzono, że jestem bardzo nietypowym „baranem” i wszyscy pozostali przy swych dotychczasowych poglądach.
Powszechność wiary w znaki zodiaku jest zatrważająca, pomimo wielu oczywistych faktów świadczących przeciw astrologii:
* Nie ma absolutnie żadnych badań naukowych potwierdzających zależność cech charakteru od znaków zodiaku. Gdyby tak było, to na przykład w pewnych zawodach wymagających szczególnych cech niektóre znaki byłyby nadreprezentowane, co oczywiście nie ma miejsca.
* Tym bardziej nic nie potwierdza zależności pomiędzy znakiem zodiaku, a powodzeniem lub niepowodzeniem życiowym. W przeciwnym wypadku w pewnych okresach występowałaby wysoka śmiertelność „baranów” połączona z awansem zawodowym „panien” i grypą u „lwów”. Jak ktoś chce może przestudiować sobie statystyki śmiertelności czy daty urodzenia osób odwiedzających danego dnia lekarza, by przekonać się, że znaki zodiaku rozkładają się po równo.
* Astrologia nie ma nawet ścisłych reguł. O ile odnośnie podstawowych cech poszczególnych znaków istnieje pewien consensus, to im głębiej wchodzi się w szczegóły, tym więcej rozbieżności i wolnej interpretacji astrologa. Przeciętny Kowalski nie ma pojęcia, że zlecając opracowanie swojego szczegółowego (uwzględniającego oprócz daty również godzinę i miejsce urodzenia) horoskopu kilku astrologom, otrzymałby istotnie różniące się interpretacje.
* O ile wpływ Słońca i Księżyca na ruch obrotowy ziemi, pływy morskie czy życie na naszej planecie jest istotny i mierzalny, to nie ma żadnych naukowych dowodów na taki wpływ planet. Ich masy są zbyt małe, odległości od ziemi zbyt duże, a pola magnetyczne zbyt słabe. Do wyliczenia dokładnych sił oddziaływań i obalenia w ten sposób astrologicznych rewelacji wystarcza wiedza na poziomie szkoły średniej...
Zamiast więc czytania horoskopów w gazetach polecam wszystkim zajęcie znacznie bardziej pożyteczne – sięgnięcie po tablice matematyczno-fizyczne, rocznik statystyczny i kalkulator. Uzbrojeni w te narzędzia bez trudu przekonamy się, że astrolodzy to szarlatani, a horoskopy nie są niczym innym niż czystym zabobonem.
Podobał Ci się ten artykuł? Oceń na TAK lub NIE.
0
Artykuł został przedrukowany na następujących stronach:
http://rozwoj-osobisty.donit.eu
http://refleksyjny.wordpress.com/
http://ksiegarniakatolicka.pl/
Liczba komentarzy: 3
Moim zdaniem nie ma Pan całkowitej racji.
To, że pewien odsetek ludzi jest wyjątkiem to jest jasne.
Badania na ten temat są już prowadzone od dwóch lat.
Wyniki pewnie niebawem. Zapraszam do lektury: www.marketingastrologiczny.pl
Kopernik korzystał z astrologii, z niej wywodzi się również kalendarz z jakiego i Pan korzysta do dziś. Z astrologii urodziła się astronomia.
Kolejna sprawa, proszę nie mylić astrologii z wróżbami. Astrologię można wykorzystać na różne sposoby. Z mleka może Pan zrobić i ser i śmietanę, a nawet jogurt, co nie czyni produktów mlecznych "kundlem" :) Wszystko zależy od źródła i jego wykorzystania. Pozdrawiam
Tak na początek czy Pan wiem czym zasłyną w czasach swoich początków Uniwersytet Jagieloński? Gdyby Pan nie wiedział to właśnie tym, że w tamtych czasach był jednym z niewielu europejskich (jesli nie jdynym) uniwersytetem na którym wykładano właśnie Astrologię. Idąc dalej, jestem tylko ciekaw na ile Pan ten temat zgłębiłi jak długo studiował by móc stwierdzić, że Astrologia to przysłowiowe "bujdy na resorach". Kiedyś pewien starszy i moim skromnym zdaniem mądry człowiek powiedział mi że aby móc coś oceniać trzeba to poznać i zgłębić. Niestety Pański artykuł w moich oczach wygląda jak tania recenzcja filmu klasy B, którego się nie widziała - gdy tymczase po wielu latach okazuje się (ten film oczywiścice), klasykiem w swoim gatunku.
Panie Tomaszu D.
Fakt, że nauka czegoś nie dowodzi, nie stanowi akurat żadnego argumentu potwierdzającego, że to coś nie istnieje. Proces poznania naukowego nigdy się nie skończy – tzn. zawsze pozostanie wiele do odkrycia. Na razie „nasza” nauka jest w przedsionku wielkiego pałacu wiedzy, a może dopiero stoi przed drzwiami, które są już lekko uchylone. Statystyka zaś jest jedną z bardziej zwodniczych nauk – trzeba posługiwać się nią ostrożnie i ze zrozumieniem.
Zaznaczam, że jestem wyznawcą poglądu, że każdy osobiście kształtuje swój los. Obserwuję jednak z zaciekawieniem również te starożytne, egzotyczne i ulotne nauki (jak astrologia i numerologia) i sprawdzam czy ich zastosowanie może mi w jakiś sposób pomóc. Chętnie podyskutowałbym na żywo z jakimś znakomitym specjalistą, by zadać mu pytania właśnie na temat użyteczności (zastosowań) tych nauk. Muszę jednocześnie przyznać, że nie kwestionuję nadzwyczajnej wprost trafności niektórych opracowań …
Niemniej, jako przyczynek do polemiki, Pański artykuł mi się podoba.
Pozdrawiam