» Wyszukiwarka» Kategorie
» Multiprofile
|
» Kategoria: Kultura i Sztuka / PisarstwoTylko naiwny płaci, a potem przekonuje się, co kupił.Krzysztof Dmowski 28.12.2011, czytano 106 razy, pobrano kod HTML 0 razy, komentarzy 0.
Niech Bóg chroni mnie przed kiepskim wydawcą, a jeszcze bardziej przed kiepskim tłumaczem! Jeżeli ktoś dotyka mojego dzieła, ma ono być profesjonalnie przygotowane, a nie byle jak.
Wiele książek jest dziś wydawanych prosto spod pióra. Jest to proceder żałosny i godzący w czytelnika. Mógłbym tu wyliczać wielu czołowych polskich wydawców książek, ale gorszym byłoby pominięcie chociażby jednego z nich! Tak prawdę mówiąc brakuje epitetów na określanie wydawców, którzy wydają książki w żałosny sposób, aby tylko najtaniej. Na szczęście kiepsko wydane książki pozostają takimi na długie lata i czytelnicy będą takich publikacji unikali przez długie lata. Ale skoro wydawcy nie zależy na budowaniu firmy na silnych podstawach, więcej mogą inni i na miejsce kiepskich wydawców przychodzą nowi. Przed laty miałem pomysł na założenie fundacji, która zajmowała by się monitorowaniem jakości wydanych książek. Zapłatą dla mnie byłby procent z odszkodowania płaconego przez wydawców, którzy książki wydali w sposób sprzeczny z językiem polskim literackim. Wciąż przybywa firm zajmujących się tłumaczeniem na angielski. Klient ma ogromny wybór, ale wciąż musi zapłacić z góry, nie wiedząc jakiej jakości będzie przetłumaczony tekst, potem może swoich praw dochodzić w sądzie. W wielu przypadkach zdarza się, że tekst nie jest przetłumaczony na język angielski literacki, ale nawet w 10% nie oddaje treści z oryginału. Tylko w Polsce najpierw płacimy, a potem oglądamy efekty. Żadna z firm tłumaczących nie chce tłumaczyć dla mnie! Jako zleceniodawca ja formuje umowę, według której przetłumaczony tekst będzie brzmiał jednoznacznie z oryginałem, a sprawdzony będzie przez ludzi, którzy podejmą się analizy porównawczej. Każdy akapit ma mieć to samo znaczenie w przetłumaczonym tekście. Zaś ja nie płacę firmie tłumaczącej za jej istnienie, ale za wykonanie tłumaczenia. Skoro chcę tłumaczyć byle jak, użyłbym tłumacza w przeglądarce i byłoby. Ale nie w tym rzecz. Ktoś oczekuje zapłaty 28000 złotych z góry, a zleceniodawca ma podpisać przygotowaną przez wykonawcę umowę? I przyjąć tekst za dobrze przetłumaczony? „Frailty thy name is women” – dla wielu osób to stwierdzenie jest napisane z błędem. Ale jest napisane poprawnie. Tu właśnie podałem przykład języka literackiego. „Słabości imię twe kobieta”. Często czytamy, że jakiś autor amerykański, kończył kurs pisania. Z naszego pojęcia może wynikać, że ten człowiek nie potrafił pisać. W rzeczywistości chodzi właśnie o pisanie w języku literackim. Łatwo jest popełnić błąd, któryego nie można naprawić. Język angielski zawiera kilka tysięcy więcej słów, niż język polski. A jednak wielu ludzi pomimo tego, szczególnie mam na myśli tłumaczy, używa trzech podstawowych słów: „to”, „był”, „była”. Słowa powtarzają się zdanie po zdaniu. Czy tak powinno być? „stół był zastawiony potrawami” — a nie lepiej jest „stół uginał się pod…”, „stół zastawiono potrawami?”; „pokój był pomalowany na zielono”, a można tak: „pomalowane na zielono ściany przypominały…” tu nawiązuję do osoby, która pomagała mi przy mojej książce i zrobiła odwrotnie, moje słowa zamieniła na te gorsze twierdząc, że tak się teraz pisze i na dowód wyciągnęła mi książkę wydaną właśnie przez jednego z wyżej opisanych wydawców. Czyli dziś możemy rozumieć, że złe pisanie nie będzie złe, jeżeli źle wydano tysiąc książek?
Podobał Ci się ten artykuł? Oceń na TAK lub NIE.
|
|
Liczba komentarzy: 0