Nie pamiętam hasła

» Wyszukiwarka

» Kategorie

» Multiprofile

» Kategoria: Hyde Park / Politycznie

Głosuj na tak 0 Głosuj na nie
pobierz

Praworządny nierząd

Marek Adam Grabowski 02.01.2012, czytano 103 razy, pobrano kod HTML 1 razy, komentarzy 0.

 „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamieniem." Ewangelia Św. Jana 8.7
Zawodów jest wiele. Niektóre z nich (np. wykładowca na europeistyce) są względnie nowe, jednak istnieje jeden, o którym powiadają, że był zawsze. 

 Mowa oczywiście o prostytucji. Zawód ten istniał na naszej ziemi od zarania dziejów, lecz mimo to nadal nie jest on w pełni prawnie uregulowany. I właśnie tym problemem pragnę się zająć. 

Zasadniczo nie można powiedzieć, iż sama prostytucja jest w Polsce zabroniona, gdyż nie ma żadnych przepisów zakazujących komuś współżycia (lub innych praktyk seksualnych) i brania za to zapłaty. Po prostu kodeks na ten temat się zwyczajnie nie wypowiada, jakby ten problem nie istniał .

 

Formalnie nie ma takiego zawodu (polski socjalizm pozwala jedynie na zawody z określonej listy) ani też takiego przestępstwa. Kim więc są prostytutki wedle prawa polskiego?

 

Chyba białymi plamami. Ktoś mógłby więc wyciągnąć z tego błędny wniosek, iż w Polsce można spokojnie zarabiać na prostytucji, tyle, że na czarno. Problem jest bardziej skomplikowany. Art. 204 Kodeksu Karnego mówi : "Kto w celu osiągnięcia korzyści majątkowych nakłania inną osobę do uprawiania prostytucji lub jej to ułatwia, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3." Dlatego też w Polsce zabronione są:

 

- stręczycielstwo, czyli namawianie do prostytucji dla własnej korzyści,

 

- kuplerstwo, czyli ułatwianie prostytucji dla własnej korzyści,

 

- sutenerstwo, czyli czerpanie korzyści z uprawiania prostytucji przez inną osobę.

 

Przepisy te w prawdzie nie utrudniają specjalnie prostytucji przydrożnej ( no może z tym wyjątkiem, iż taka

 prostytutka nie może mieć ochroniarza ), paraliżuje jednak inne formy prostytucji, gdyż z agencji towarzyskich robi działalność przestępczą. Tymczasem tuż nieopodal w Niemczech prostytucja jest zwykłym (uprawniającym do emerytury ) zawodem, a domy publiczne firmami.Czy takie rozwiązanie nie jest lepsze?

Za utrzymaniem status quo spójnie powiadają się zarówno lewacy ( w szczególności feministki ) jaki i bardziej purytańska część prawicy. Co ciekawe środowiska te próbują się przedstawić jako obrońcy prostytutek. Twierdzą, że chronią je przed wyzyskiem, upokorzeniem, zniewoleniem etc., lecz w rzeczywistości bronią je jedynie przed ich własnym wolnym wyborem. Nie rozumiem w jaki sposób może kogoś krzywdzić to, że mam prawo do wykonywania tego zawodu jaki chcę? Dobrze problem ujęła Joanna Leśniak z berlińskiej organizacji Hydra zajmującej pomocą psychologiczną dla prostytutek w Niemczech :„Złości mnie, że feministki uzurpują sobie prawo do mówienia za innych i do oceniania innych kobiet, tak jak robią to konserwatywni politycy."  Inna natomiast jest sytuacja kiedy ktoś zmusza kobiety do usług cielesnych. Wtedy oczywiście jest to działalność

karygodna, która powinna być zakazana. Czyż jednak legalizacja dobrowolnej prostytucji nie będzie sposobem zwalczania tych haniebnych procederów? Wydaje się nieprawdopodobne, żeby w domu publicznym będącym legalną, zarejestrowaną firmą trzymano niewolnice. Zaś po liberalizacji przepisów utrzymywanie podziemnych domów publicznych będzie nieopłacalne( nikt do nich nie będzie chodził).

Dobrze poinformowany w temacie były pracownik SKAstreet, Bartek Widawski, który prowadził resocjalizację prostytutek twierdzi :"Każde zjawisko, które objęte jest prohibicją wchodzi do szarej strefy i jest przedmiotem nadużyć ". Najlepszym dowodem na poparcie jego tezy jest to, iż podziemny sex-biznes jest głównie sterowany przez mafię.

Oczywiście zaraz odezwą się Tomasze Teluki i innej maści „pobożni wolnościowcy", że to wspieranie grzechu, który przecież trzeba tępić. Nie rozumieją (lub nie chcą zrozumieć), że legalizacja prostytucji nie zmieni liczby prostytutek. Domy publiczne będą zawsze, a oni tego nie odmienią. Twierdzenie, iż skoro prostytucja nie widnieje wśród zawodów, to jej nie ma, jest czystą hipokryzją.

Należy tutaj przypomnieć o kwestiach ekonomicznych. Obecnie pieniądze są marnowane na bezskuteczne zwalczanie domów publicznych. Po legalizacji, opodatkowane wzbogaciłyby Skarb Państwa. Wprawdzie aktualnie niektóre agencję będące zarejestrowane jako np. salony fryzjerskie płacą podatki, jednak nieznaczne.

Oczywiście zalegalizowane domy publiczne byłyby bardziej higieniczne. Pracujące legalnie prostytutki byłyby czyste i przebadane przez lekarzy. Na pewno używałyby dobrych prezerwatyw (żeby zapobiec rozprzestrzenianiu HIV/AIDS). Tak jak było przed wojną. W II RP nikomu nie przeszkadzały domy publiczne. Wręcz przeciwnie były dobrze widziane, z domu cnoty korzystał sam Roman Dmowski. Trudno właściwie nazwać narodowcem (czy endekiem) kogoś, kto nie popiera mojego postulatu.

Przeciwnicy liberalizacji próbują wykreować się na obrońców praw kobiet, lecz naprawdę robią z nich szmaty. Pracujące na czarno kobiety są poza nawiasem społeczeństwa i żyją w marginalizacji. Odbija się to niekorzystnie również na reszcie Polaków. Sprowadzone do rynsztoka nie czują odpowiedzialności obywatelskiej- przez to nie głosują w wyborach, nie oddają pożyczek itp. Wbrew obiegowym opiniom legalizacja jest formą resocjalizacji.

Kończąc zaznaczam, że nie jest celem mojego artykułu moralne rozgrzeszanie prostytutek i ich klientów, lecz jedynie zakończenie swoistej hipokryzji, która próbuje zamknąć oczy na problem, który nigdy nie przestanie istnieć.

Marek Adam Grabowski

Podobał Ci się ten artykuł? Oceń na TAK lub NIE.    Głosuj na tak   0   Głosuj na nie



Liczba komentarzy: 0

(nie będzie publikowany)