» Wyszukiwarka» Kategorie
» Multiprofile
|
» Kategoria: Kultura i Sztuka / PisarstwoCiemnogrodu ciąg dalszy…Krzysztof Dmowski 28.12.2011, czytano 121 razy, pobrano kod HTML 0 razy, komentarzy 0.
Tylko człowiek wykształcony jest wolny. Wiedza tylko z doświadczeniem pozwala torować drogę w życiu. Za „żelazną kurtyną” nie mogliśmy robić wielu rzeczy, ograniczano możliwość zdobywania wiedzy, monitorowano książki i muzykę, ale dziś każdy ma prawo decydować o sobie.
Niezrozumiały stereotyp łączący wielu pisarzy, nieświadomych swoich możliwości, słuchających wciąż idiotyczne słowa typu: „z pisania żył nie będziesz” sprawia, że owi twórcy godzą się na narzucane warunki wydawców. Tylko ci, którzy zrozumieją w miarę szybko istniejącą rzeczywistość mają szansę wyjść na prostą. Kiedyś nawet w czasach „żelaznej kurtyny” nikt nie podjąłby się wydania książki w nakładzie poniżej 30000 egzemplarzy, bo takie wydanie nie opłacało się. Znajomy muzyk powiedział do mnie, że kiedy jego kaseta została wydana w stutysięcznym nakładzie miał z czego żyć, a dziś trudno jest wydać dziesięć tysięcy. Napisanie jednej tylko książki to przemyślenia, poświęcony czas na zbieranie informacji, czyli potrzebna wiedza i czas na stworzenie dzieła. Kiedy brakuje czasu na jedno i drugie, wówczas powstają nic niewarte gnioty. Wydawca w Polsce oczekuje od pisarza poprawnej stylistyki, a nie żywej akcji, dynamiki, czy właściwego ujęcia grozy. Rolą pisarza jest napisanie ciekawej powieści, zaś rolą wydawcy jest tę powieść dopracować, a potem wydać. Wydać książkę, a wydać książkę dobrze jest kolosalną różnicą. Na całym świecie panują inne zasady, gdzie gaża autora to jedno, a prawa do publikacji to drugie. Autor żeby napisać dobrą książkę musi całkowicie temu poświęcić czas, natomiast pracować na utrzymanie, żeby pisać jest zupełnie pozbawione sensu, gdyż twórczość wymaga całkowitego zaangażowania. Pisać w celu dorabiania kolejnych pośredników: wydawcę, hurtownika, księgarza, a samemu niewiele z tego mieć, jest zupełnie pozbawione sensu. Wydawca ma prawo, natomiast pisarz tego prawa nie posiada? Coś tu jest nie tak. Pomysły powstają z pasji, autor poświęcający czas na pracę zawodową w celu utrzymania, odbiera sam sobie możliwość tworzenia. Sam wiem po sobie jak działa taki stan rzeczy. Nie potrafię pisać na siłę. To musi przyjść samo. I przychodzi w różnych porach dnia i nocy. Jeżeli nie zacznę pisać w tej chwili pomysł ulatuje i nigdy nie wraca w tej formie. W pisarstwie nie można ustalić, że piszę od ósmej rano do szesnastej, w ten sposób można tylko powieść ubarwiać, ale nie tworzyć. Dzisiejsi wydawcy niczym hazardowi gracze oceniają zysk na każdej książce wedle swojego uznania. Nad sprawą wydania książki nie zbiera się konsorcjum i każda ocena jest oceną indywidualną, oceną jednego człowieka. Dla autora odrzucenie książki jest ciosem i pozbawia motywacji do dalszego działania. Cios jest o tyle bolesny, że autor poświęca wszystko dla napisania książki, a jakaś inna jednostka wyśmiewa jego poświęcenie na podstawie własnego skrzywienia zawodowego. Stawia on pisarzowi warunki, które ten musi spełnić, aby ów pośrednik przyjął dzieło do publikacji. Autor zadowolony z decyzji o wydaniu książki za darmo przekazuje prawo do publikacji i z radością przyjmuje gażę w wysokości 7-15%, a gdzie reszta pieniędzy? Im większy nakład książki, tym wszystko wychodzi taniej. Rynek zarzucony jest książkami, które się nie sprzedają. Dlaczego? Dlatego, że ludzie nie czytają książek. Dobre wytłumaczenie! A może książki nie sprzedają się dlatego, że autorzy tych powieści nie mieli możliwości napisania swojego dzieła wedle własnego stylu, może poświęcony czas na pracę zarobkową w ten sposób ograniczył przemyślenia autora? Czasy się zmieniają i zmieniają się również oczekiwania czytelnika. Kiedyś wystarczyło tylko napisać książkę żeby ją sprzedać. Dziś to o wiele za mało. Oprócz zaawansowanej akcji nie można pomijać dynamiki i także pamiętać o tym, że czytelnik dziś ma dostęp do informacji i wszystko może zobaczyć innymi oczyma niż widzi to autor. Ta sprawa odnosi się nawet do prostych dialogów w powieści, gdzie rozmawiają ze sobą tylko dwie osoby. Przedstawienie suchego dialogu nie jest już interesujące. Potrzeba ukazać czytelnikowi zachowania bohaterów w trakcie rozmowy i wtedy nawet prosty dialog nie tylko nabiera głębokiego sensu, ale też w pewien sposób nakreśla czytelnikowi obraz sugerowany przez autora. Polski wydawca w rozmowie z autorem powołuje się na innych pisarzy, ale nigdy nie podaje tych najlepszych, a jedynie tych w miarę popularnych, których dzieł autor nawet nie czytał, żeby udowodnić, że ci również nie żyją z pisania. A kiedy w tej rozmowie autor porusza temat ludzi żyjących z pisania, wydawca rozpoczyna krytykę dzieła swojego rozmówcy, bo w Polsce wydawca-pośrednik musi zarobić więcej niż autor. I w tej chwili żaden atut autora nie ma znaczenia dla wydawcy. Zgódź się albo giń! A kiedy odwrócimy role? Jestem wydawcą, a nie pisarzem i przychodzi do mnie autor ze swoim dziełem. Zapewne mam wiele uwag do jego dzieła i chciałbym, żeby pewne rzeczy poprawił, niektóre usunął, lub coś zmienił. Co w tej chwili robię? W tej chwili sugeruje autorowi pisanie pod czytelnika, ponieważ w tej chwili jestem czytelnikiem. O ile wiem, żaden autor piszący pod czytelnika dobrze na tym nie wyszedł. Idąc dalej dostrzegam w powieści drobne błędy stylistyczne i błędne skróty myślowe. Niezbędna redakcja i korekta odbierze mi część zysków z książki, która nie wiadomo jak długo będzie się sprzedawać, a więc dochodzą nie tylko koszty, ale i długoterminowy zwrot pieniędzy. Oczywiście wcale nie będę promował tego pisarza, ale muszę z nim tak rozmawiać, aby oddał mi książkę po najniższych kosztach, bo widzę, że książka jest godna uwagi. Autor z każdą chwilą przybiera kwaśniejszą minę i smutno przytakuje mi na każde słowo. Mam go w garści i teraz przyszedł odpowiedni moment na podsunięcie mu pod nos umowy, którą on i tak podpisze, ale chodziło mi o to, żeby autor przystał na wszelkie moje warunki i za drobną gażę oddał mi za darmo prawa do publikacji. Książka ukazuje się w nakładzie 1000 egzemplarzy. Nie ma magazynu, tylko cały nakład bezpośrednio trafia do dystrybucji. Sugerując cenę 20zł za egzemplarz, zarobiłem 20000zł, z czego 7% dostaje autor 1400zł. 8000 to koszt wydania. Odprowadzam podatek i zostaje dla mnie około 10000zł. I właśnie na tym polega rzecz: przeprowadzić z autorem rozmowę w taki sposób, aby zrozumiał, że ja chcę mu pomóc i nie zauważył ile na nim zarabiam. W tym czasie przeprowadziłem kilkanaście rozmów z autorami i każdy za friko oddał mi swoje dzieło. Stereotypy górą! Niech żyje Ciemnogród! Są też wydawnictwa, które sprzedają nam kota w worku. Ale w tych przypadkach trzeba przyznać, że książki są dobrze wydane. Przeszły odpowiednią redakcję i korektę. Włożono w nie wiele pracy i pieniędzy. Często ktoś dzwoni i próbuje mi sprzedać książkę. Czasem ją kupię, ale potem stwierdzam, że zakup wcale nie był mi potrzebny. Nikt nie wysila się uczyć nas życia. Tego jak sobie radzić, po wielu latach nauki w szkołach, każdy musi nauczyć się sam. Pewne rzeczy u człowieka rozwijają się dopiero po dwudziestym roku życia. Jednak te cechy roziwjają się na podstawie tego jak żyjemy i co robimy. Nikt z własnej woli nie wybiera życia na niskiej stopie, ale większość tak żyje. Stare programy: "można dorobić się tylko ciężką pracą" (zatem niewolnicy powinni być bogaci), odbierają nam wiele możliwości. Podałem powyżej przykład z książkami, z wydawcą, ale tak jest w każdej dziedzinie. Nawet do debiutanta można podejść z szacunkiem, jeżeli on wie, czego chce i potrafi to zdobyć. "Bo tak robią wszyscy" jest tylko tłumaczeniem osoby, która pragnie dorobić się na nas. Mądry człowiek, człowiek sukcesu wie, że każdy jest na tyle indywidualną osobą, żeby nie robić tak jak wszyscy. Właśnie słysząc obiegane słowa: "bo tak robią wszyscy", "z pisania zył nie będziesz", oceniam poziom człowieka, z którym rozmawiam. Ktoś kto w życiu odnosi sukcesy, nigdy tak nie powie. Osoba odnosząca sukcesy może powiedzieć coś w stylu: "dam ci wędkę, rybę złap sam!"
Podobał Ci się ten artykuł? Oceń na TAK lub NIE.
|
|
Liczba komentarzy: 0