0
głosów
- +

Dream makers cz. 2 - MATEUSZ SALWA

Autor:

Aktualizacja: 29.12.2011


Kategoria: Hobby / Inne


Artykuł
  • 0 głosów dodatnich
  • 0 głosów ujemnych
  • 2757 razy czytane
  • 2 przedrukowany
  • 0 Polemik/Poparć <span class="normal">Odpowiadanie na artykuł</span>
  • Licencja: CC <span class="normal">Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie dzieła i wszelkich jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o tw&oacute;rcy.</span>
Dostęp bezpłatny <span class="normal">Dostęp do treści jest bezpłatny.<br/> Inne pola eksploatacji mogą być zastrzeżone sprawdź <b>licencję</b>, żeby dowiedzieć się więcej</span>
 

Jedenaście dni, 6 krajów, motocykl i on. Na swoim motocyklu pojechał na Światowe Dni Młodzieży do Madrytu. Sam. 
Kilka tysięcy przejechanych kilometrów i kilka tysięcy wydanych na samą podróż. 
Mateusz Salwa - jeden z wielu dream makers, o których po prostu trzeba napisać.


Mateusz Salwa

Mateusz ma 23 lata. Pochodzi z Zagnańska koło Kielc. Mieszka i studiuje w Krakowie. Na pierwszy motorower wsiadł, gdy miał 9 lat.
Do Madrytu wyjechał 28 lipca 2011 roku. Pieniądze na wyjazd zdobył sam. Swoją determinacją i pewnością, że to co zamierza zrobić ma sens. Wszystko po to, żeby później napisać: "Nauczyłem się, że bycie dobrym procentuje, nie od razu, ale kiedyś to do nas wraca.
Pokonałem swoje słabości. Zaryzykowałem i to dało efekt. Przewartościowałem swoje życie. Jestem szczęśliwy
."

Gdyby nie zmiany, jakie zaszły w jego życiu przed samym wyjazdem na  Światowe Dni Młodzieży do Hiszpanii, prawdopodobnie nie wybrałby się na nie w ogóle, a już na pewno nie sam na motocyklu.


 Skąd pomysł na taki wyjazd?

W lutym, w moim życiu sporo spraw się popsuło, a na Światowe Dni Młodzieży jako wolontariusz i tak się wybierałem. Gdy zaczęły się zbliżać wielkimi krokami, zacząłem dostawać maile, z biura które je organizowało, że trzeba już zacząć załatwiać pewne rzeczy. Wtedy pomyślałem, że skoro i tak chciałem tam jechać to czemu miałbym z tego rezygnować? Zacząłem się zastanawiać jak tam się dostać. Sprawdzałem ceny biletów. Pracowałem, więc miałem swoją kasę, ale nie chciałem wydawać wszystkiego na sam przelot do Hiszpanii. Później, gdy przyszedł sezon motocyklowy, postanowiłem, że pojadę motocyklem i zacząłem wszystko przygotowywać do wyjazdu. Do ostatnich tygodni przed podróżą nikomu nic nie powiedziałem.

Rodzicom też nic nie powiedziałeś?

Nie. Wszyscy dowiedzieli się na krótko przed wyjazdem, gdy zaczynałem szukać sponsorów.

To wtedy dałeś różne ogłoszenia i zacząłeś prowadzić bloga?

Tak. Studiując na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie, działałem w Niezależnym Stowarzyszeniu Studentów i tam m.in. realizowaliśmy różne projekty, więc wiedziałem co trzeba zrobić, żeby zdobyć pieniądze. Przygotowałem specjalną ofertę, bazę firm do których można taką ofertę wysłać i wysyłałem. Oprócz tego zacząłem prowadzić też bloga. Wszystko na trzy tygodnie przed wyjazdem. Było bardzo mało czasu, zwłaszcza że oprócz tego normalnie pracowałem przez osiem godzin dziennie.

Kiedy powiedziałeś rodzinie? 

Na tydzień przed wyjazdem. Pojechałem do rodziców do Zagnańska i mówię im: Muszę z wami porozmawiać. Ich pierwsza myśl: "Wpadka!". Powiedziałem: Nie. Lepiej! Jadę do Madrytu na motocyklu. Mój tata bardzo się ucieszył. Ja musiałem wrócić do Krakowa, a on zaczął tutaj jeszcze jakieś drobne przygotowania jeśli chodzi o motocykl. Miałem z ich strony duże wsparcie. Od nich i od sióstr. Gdzieś po drodze pojawiło się jeszcze TVP Kielce, Polskie Radio, Echo Dnia, Radio Plus i jakoś to się zaczęło rozkręcać.

A jak sam wyjazd?

Do Madrytu jechało 1,5 tysiąca wolontariuszy. Wysłałem informację, że jeżeli ktoś jeszcze jeździ na motocyklu to ja jadę i żeby rozesłali tą informację do innych. Gdy przyjechałem do Madrytu, to słyszałem od ludzi "O! to o tobie pisali!!!". Dopiero gdzieś w połowie trasy - pod Paryżem, gdy spałem na rozkładanym leżaku do opalania i było bardzo zimno, zorientowałem się jak wielkie to jest przedsięwzięcie i jaki dystans muszę pokonać.

Ale chyba nie obyło się bez przygód? Z tego co wiem to motor popsuł ci się gdzieś po drodze?

Tak, na granicy hiszpańsko-francuskiej. Zwiedzałem wtedy San Sebastian. Motocykl w ogóle nie odpalał. Musiałem go uruchamiać z popychu, a była już wtedy noc. Chciałem podjechać pod jakąś stacje benzynową, żeby zdobyć jakiś akumulator. Stanąłem na autostradzie, dopchałem motocykl do najbliższej stacji w jakimś lesie. Tam wtedy też spałem. Pracownik stacji powiedział, że mogę rozłożyć się za stacją, że tam jest spokojnie. I było. Za to okropnie śmierdziało.
Rano wstałem, zacząłem grzebać przy akumulatorze, ale nie wiedziałem co się dokładnie stało. Odpaliłem więc motocykl, wyłączyłem światła, żeby go dodatkowo nie obciążać i pojechałem. I wtedy zatrzymała mnie policja, że jadę bez świateł.
Generalnie w samej Hiszpanii było bardzo gorąco. Motocykl źle to znosił. Ja miałem dwa kostiumy. Na cały miesiąc zapakowałem się w trzy kufry. Spałem przy motocyklu. Nawet jak szedłem do łazienki to musiałem to zrobić tak szybko, żeby nie spuszczać motocykla z oczu, bo tam miałem wszystko. Zwłaszcza po tym, jak dowiedziałem się, że ośmiu Polaków też jadących do Hiszpanii, tyle że busem, okradli pod Saint Tropez. Osiem osób, a okradli im całą elektronikę. Wyszli tylko gdzieś na chwilę.
Jeśli chodzi o cały wyjazd to dzielę to na dwie różne sprawy: sam wolontariat i wyprawa motocyklowa. Nie łączę tych dwóch różnych kwestii.

 Jak wyglądał twój powrót do domu?

Po drodze, jadąc cały czas w upale, chciałem jak najszybciej wjechać już w Alpy, żeby było chłodniej. Okazało się, że tam było tak samo gorąco, ale zostałem tam na noc. W ciągu dwóch dni temperatura rano spadła do zera. Prawie się rozchorowałem, chociaż na noce smarowałem sie maścią rozgrzewającą, żeby było mi trochę cieplej. I wtedy wyjechał po mnie ojciec. Spotkaliśmy się w drodze. Dojechaliśmy do domu, do Zagnańska około 21:00. Czekała na mnie masa ludzi, a ja padnięty po kilku dniach drogi samemu źle się wśród nich czułem. Po mięsiącu spania na karimacie w drodze i w samej Hiszpanii, jedyne czego chciałem to wyjść na podwórko, rozłożyć sobie karimate i iść spać.
Już po powrocie , gdy umieściłem filmik z wyjazdu na forum, inni motocykliści docenili to co zrobiłem. Niektórzy pytali mnie, czy nie planuję kolejnego wyjazdu, że może pojechalibyśmy razem. Starsi motocykliści pytają mnie o rady i to dla mnie jest największą nagrodą.

Dużo się zmieniło po tym wyjeździe?

Tak! Gdybym żył, tak jak żyłem do tamtej chwili, zanim posypało mi się dużo spraw, to pewnie bym nie pojechał. Wszystko było ok, nie było czego zmieniać. Parę rzeczy jednak się popsuło i dostałem dużego kopa od życia. Pojechałem.
Teraz śmieszy mnie, gdy ludzie pytają czy kiedykolwiek byłem tak daleko. Jak można być dalej? Przejechałem całą Europę. W drugą stronę się już nie da.

.......................................................................

 Autorem zdjęć, za które bardzo dziękuję, jest Mateusz Pluta: mateuszpluta.wordpress.com
Polecam też bloga Mateusza Salwy, o którym wspominał: motoyouthtrip.blogspot.com.
Filmik z wyjazdu znajdziecie na Yotube, a więcej informacji znajdziecie na stronach:

TVP Kielce

MMKielce.eu

Radio Plus

 

Agata Jeruszka

Lista Tagów: Mateusz Salwa, motocykl

Podobał Ci się artykuł?
0
głosów
- +

Brak polemik/poparć



Podobne artykuły:


KOMENTARZE


System komentarzy dostarcza Disqus

Używając tej strony zgadzasz się na wykorzystywanie plików Cookie.Dowiedz się więcej.

Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

Zamknij