Nie pamiętam hasła

» Wyszukiwarka

» Kategorie

» Multiprofile

» Kategoria: Sztuka Skutecznego Działania / Rozwój Osobisty

Głosuj na tak 0 Głosuj na nie
pobierz

Moje niezbywalne prawo do realizacji marzeń

Krzysztof Dmowski 14.12.2011, czytano 447 razy, pobrano kod HTML 0 razy, komentarzy 0.

Nikt nie zna dnia, ani godziny. Zazwyczaj te słowa padają w okoliczności śmierci, ale też można odnieść je do spełnienia, realizacji planów i naszych marzeń.  Najpiękniejsze jest to, co dopiero może się wydarzyć.

 

Każdy człowiek nawet jeżeli wciąż ma wszelkiego rodzaju kłody pod nogami, jeżeli wciąż idzie do przodu, wcześniej czy później osiągnie wymarzony cel. Słabi często poddają się i zawracają ze swojej drogi do celu, nawet o ten cel się ocierając.

W roku 1998 odwiedził mnie komornik z niezapłaconym mandatem za przekroczenie prędkości. Jechałem wówczas samochodem marki „Żuk” i o dziesięć kilometrów na godzinę przekroczyłem dozwoloną prędkość. Dostałem 50zł mandatu i zupełnie o nim zapomniałem. Gdy odwiedził mnie komornik jak zawsze oddawałem się pasji pisania na komputerze. Moim komputerem wówczas był Pentium 100 (procesor 100mhz, 24Mb ram). Wywiązała się pomiędzy nami rozmowa, bowiem pozostawałem bez jakiegokolwiek zatrudnienia. Wówczas rozmawialiśmy o pisaniu. Ów komornik powiedział do mnie, że jako nastolatek pisał książki, ale z powodu potrzeby zapewnienia bytu swojej rodzinie musiał zapomnieć o pisaniu i zająć się pracą zarobkową. I można tu rzec, że temu człowiekowi zabrakło uporu w działaniu, bowiem mając napisane książki, wystarczyło poświęcać niewiele czasu, żeby je wydać. Pamiętam jednak, że wtedy wydawcy nie chcieli tak chętnie czytać książek debiutantów. Jednak śmiało można ocenić, iż ten człowiek łatwo się poddał.

Jeden z moich idolów, nieżyjący już, ale niesamowity człowiek kapitan żeglugi wielkiej Konstanty Maciejewicz, odkąd postawił nogę na żaglowcu pragnął opłynąć pod żaglami Przylądek Horn, który jest wyzwaniem dla żeglarzy. Urodził się pod Rosyjskim zaborem i szkołę morską kończył w carskiej flocie, do Polski przybył na prośbę swojego przyjaciela, który już wykładał w polskiej szkole morskiej, Mamerta Stankiewicza (bohater książki Karola Olgierda Borchardta „Znaczy Kapitan”). Po kilku latach został komendantem (komendant to tytuł kapitana, dowodzącego statkiem, na którym pływają uczniowie) na żaglowcu szkolnym „Lwów”. Ciężkie losy komendanta opisał Marek Koszur w książce „Kapitan Kapitanów”. W pierwszych latach pracy w Polsce Maciejewicz nie posiadał odpowiednich środków na to, aby do kraju ściągnąć swoją rodzinę. Potem w listach do ministerstwa pisał o tym, że nie stać go na podzelowanie butów! A jednak nie porzucił swojego stanowiska, bo wiedział, że robił coś dobrego i kochał swoją pracę z młodzieżą. Był tak niesamowitym człowiekiem, ze nawet Niemcy podczas okupacji podchodzili do niego z szacunkiem. Maciejewicz opłynął Przylądek Horn dopiero na „Darze Pomorza”, gdy na jego skroniach pojawiły się siwe włosy. Zrealizował swoje marznie, bo się nie poddał, a każde jego działanie zbliżało go do realizacji marzeń, których materializacja zależała od ludzi z ministerstwa!

Jestem przekonany, że każdy z was ma jakieś marzenie, które albo porzucił z takich, czy innych przyczyn, albo jest na jakimś etapie jego realizacji. Wielu z nas myśli, że ilość dóbr na Ziemi jest ograniczona, że robiąc coś, odbieramy pracę komuś innemu, ale jest to zupełną bzdurą, o czym przekona się zapewne każdy, kto myśli w ten sposób. Przed rokiem 1990 polska elektronika stała na wysokim poziomie, budowaliśmy również wspaniałe statki i żaglowce, gospodarka kwitła i pomimo tego, że niemalże wszystko zostało zniszczone dajemy sobie radę w codziennym życiu. Płacimy cenę za postęp, ale dalej żyjemy. Na miejsce zamykanego zakładu pojawiają się inne, gdzie można podjąć pracę. Według ludzi piszących książki o sukcesie jak Ben Sweetland, Zig Ziglar, Joseph Murphy i wielu innych, nie występują żadne limity, czy ograniczenia. Interesujące informacje można też znaleźć w książce „Zero ograniczeń” – Joe Vitale. Czy tak naprawdę coś nas ogranicza? Tak. Nasze własne myśli, wzorce, które powstały przez głupich nauczycieli, czy ludzi, którzy nigdy niczego nie osiągnęli, a krytykują wszystko wokół i zaprzeczają nawet faktom. Kiedy w rozmowie podaje przykład jakiegoś słynnego pisarza, który odniósł sukces, mój rozmówca, z tego poziomu własnego umysłu mówi do mnie: „Ale ty nie jesteś (podaje nazwisko), tylko Krzyś jakiś tam”. Czy zatem mój rozmówca ma rację (poza tym, że nie zna mojego nazwiska)? W pewnym sensie tak, bo ja jestem Krzyś Dmowski, a w moim życiu wszystko jest możliwe!

Po informacjach zawartych w książce „Zero ograniczeń” przychodzi mi na myśl historia śmierci Rasputina. Trucizna nie była w stanie go zabić i  Rasputina w efekcie zastrzelono. Joe Vitale w książce „Zero ograniczeń” napisał tak:

„— To nie jedzenie jest dla nas niebezpieczne — wyjaśnił, — lecz to, co o nim myślimy.”

I dalej:

„— Zanim cokolwiek zjem, mówię w myślach do jedzenia: 'Kocham cię! Kocham cię! Jeżeli jest we mnie coś, co sprawi, że poczuję się niedobrze po zjedzeniu ciebie, to nie twoja wina! Moja też nie! To coś, za co chcę być odpowiedzialny!' A potem cieszę się posiłkiem, ponieważ wiem już, że jest czysty.”

Na powyższym przykładzie można zauważyć, że wszystko ma swoje wyjaśnienie, fizyczne i mentalne. Według naukowców w przypadku Rasputina, truciznę w jedzeniu zneutralizował cukier z tortu w połączeniu z winem.

Jeżeli mamy swoje marzenie, ono w pewnym sensie jest czymś ze sfery duchowej i fakt, że jeszcze nie zostało zrealizowane o niczym nie świadczy. Autor słów Doktor Hew Len z cytowanej powyżej książki, nie nauczył się z dnia na dzień właśnie tego pojęcia o jedzeniu. On zapewne przez dłuższy czas wpajał swojemu umysłowi to właśnie przekonanie, aż umysł w końcu w to uwierzył, a co więcej możemy zauważyć, że pomimo tego iż umysł doktora już w to wierzył, on nadal powtarzał za każdym razem i przy każdym posiłku te same słowa, niczym modlitwę. Podobnie powinniśmy traktować nasze marzenie. Ono nie spełniło się z określonych przyczyń i jedynie z przyczyn, które tkwią w twojej głowie.

Jak często w życiu dochodzi do sytuacji, kiedy na naszej drodze do realizacji celów, ciągle coś nas ogranicza? Mówimy sobie: „jak trudno”, „(nie) jest źle”, „nie dam rady”, „jest mi ciężko”, „moja praca to ciężka harówka”, te i podobne słowa są jedynie problemami, o których przekonujemy własny umysł, że tak jest, choć w gruncie rzeczy jest zupełnie inaczej.

Życie uczy nas na każdym kroku i tu chętnie podam przykład Hioba z biblijnej księgi. Bóg pozwolił swojemu upadłemu synowi, aby odebrał Hiobowi wszystko. Za próbę, jaką przeszedł Hiob, został nagrodzony. Dla nas życie jest podobną próbą, czy jesteśmy gotowi na to, co się zdarzy, na otrzymanie tego, czego pragniemy. Wszelkie niepowodzenia w naszym życiu mają uczyć nas nie tylko tego, jak osiągnąć cel, ale jak utrzymać to co osiągniemy. Zaśmiałeś się z moich słów? Pamiętam program TV, w którym brali udział ludzie, którzy wygrali ogromne sumy na loterii i żaden z występujących w programie nie posiada już nic z wygranej. Każdy z tych ludzi otrzymał szansę, ale nie potrafił jej wykorzystać. Roztrwonili swoje pieniądze na dziwki, balangi, drogie hotele! Żaden z nich nie inwestował. Zaś ty masz szansę inwestowania w swoją przyszłość wszelkimi dostępnymi środkami. Dlaczego inwestycja zazwyczaj kojarzy się z pieniędzmi?

Kiedyś ze znajomymi szedłem ulicą Gdyni i bardzo mi się spieszyło. W pewnym momencie na ulicy dostrzegłem starszego pana, który prosił o pomoc. Nie był jakimś menelem. Ale czas mnie ograniczał, żebym podszedł i zapytał, czy mogę mu pomóc? Wracając po załatwieniu sprawy znowu zobaczyłem tego człowieka. Zatrzymałem się, gdy ktoś już się nim zajmował. Starszy mężczyzna zapomniał, dokąd idzie i gdzie mieszka. Miał przy sobie własny adres i prosił, żeby ktoś mu pomógł dotrzeć do domu. Chociaż wiele czasu minęło od tego zdarzenia zastanawiam się do dziś, czy moja spawa była aż tak ważna? Czy właśnie ten pan potrzebujący pomocy nie stał celowo na mojej drodze, bo ktoś na górze chce mnie sprawdzić, czy już zasłużyłem na własny sukces?

Każdego dnia na drodze do realizacji marzeń możemy spotkać jakiegoś człowieka, który może być naszym testem. I raczej nie jesteśmy gotowi na taki test, lub postrzeganie zdarzeń w formie znaków.

Ktoś mógłby też powiedzieć, że zbyt odbiegam od tematu, opisując takie historie, ale opisuje je, bo one są ważne. Sukces w życiu jest jakby nagrodą za nasz trud i nasze postępowanie, na co dzień. Jest jakby potwierdzeniem tego, że musimy być lepsi, żeby odnieść sukces, albo jest w nas coś, co należy zmienić.

Jeżeli dla kogoś sukcesem jest zdobycie majątku nawet w nielegalny sposób, to takie pojęcie świadczy jedynie o poziomie tego człowieka. Nikt na świecie nie dostał niczego za nic. Dlatego można tu nawiązać do podanego powyżej przykładu Konstantego Maciejewicza, który przez wiele lat nie tylko nauczał, ale pomógł wielu ludziom na różne sposoby. Potrafił biednemu uczniowi oddać własne buty! Choć sam posiadał niewiele. I nasuwa mi się tu kolejny przykład postępowania Maciejewicza z książki Edwarda Gubały: „Przygoda mojego życia”, gdy kapitan wraz ze swoim przyszłym uczniem jechali w pociągu i kapitan przytakiwał autorowi, gdy ten w barwny sposób, opowiadał o swoich przygodach przypadkowo poznanym dziewczynom.

Często jest tak, że czegoś żałujemy w naszym życiu, rozstania z partnerem, utraty majątku, czy utraty pracy. Nie zawsze postrzegamy w tym czegoś dobrego, chociażby faktu, że jest to dla nas lekcja, wskazówka, znak, zdarzenie, które ma nam uzmysłowić, że jesteśmy na dobrej drodze. Żeby cieszyć się życiem, trzeba cieszyć się sukcesami innych, jest to fundament własnego sukcesu.

Zamiast z nadzieją, niecierpliwością i silną wiarą oczekiwać tego, co nam się należy, przez pewne działania odsuwamy od siebie wszystko, czego pragniemy. Oczekujemy lepszego, choć własne postępowanie wcale temu nie pomaga.

Osobiście uważam, że warto przez kilkanaście lat uczyć się życia, żeby resztę przeżyć w pełni szczęścia i zadowoleniu. Choć marzenia są różne i wiele z nich się spełni, wielu z nas chciałoby je mieć już, teraz, dziś. I tu właśnie można przypomnieć sobie osoby, które wygrały na loterii i dziś już nic nie mają. Po wielkiej fortunie zostały jedynie wspomnienia. Czy warto jest mieć coś przez chwilę, żeby do końca życia wspominać, że miałem? Czy lepiej jest oczekiwać, dostać i mieć już zawsze?

Zawsze kiedy masz doła po jakimś zdarzeniu, pamiętaj o słowach, że jeżeli tego chcesz i tylko pod tym warunkiem, może w twoim życiu wydarzyć się coś wspaniałego, niesamowitego. Najpiękniejsze jest to, co dopiero MOŻE się wydarzyć. Nic nie przyjdzie na siłę, nic nie przyjdzie samo. Według starego prawa wymiany musisz coś dać, żeby coś dostać.

 

Krzysztof Dmowski
http://www.kdpowiesci.republika.pl/

Podobał Ci się ten artykuł? Oceń na TAK lub NIE.    Głosuj na tak   0   Głosuj na nie



Liczba komentarzy: 0

(nie będzie publikowany)

» Autor

» Redakcja kategorii

  1. Strona redakcji info Redakcja działu składa się z Opiekuna, Prowadzącego oraz Redaktorów. Osoby wchodzące w skład redakcji nadają kierunek i określają cele oraz standardy w dziale.
  2. Małgorzata Ewa Trznadel (Prowadzący) info Prowadzący – jest opiekunem działu z większymi możliwościami. Nadaje kierunek, wizje, cele działu. Ma możliwości i narzędzia do promocji w danym dziale.
  3. Krzysztof Piotr Kina (Opiekun) info Opiekun działu – osoba do pierwszego kontaktu, odpowiedzialny za wybór treści, pilnuje aby były one zgodne z regulaminem, poleca te najlepsze. Dba o jakość.

» Promowane przez Artelis



» Najczęściej czytane w kategorii