Nie pamiętam hasła

» Wyszukiwarka

» Kategorie

» Multiprofile

» Kategoria: Publikacje Wydawnicze / Książki - Pisarstwo

Głosuj na tak 0 Głosuj na nie
pobierz

Self-publishing, czyli jak samodzielnie wydać książkę?

Aleksander Sowa 03.10.2011, czytano 188 razy, pobrano kod HTML 2 razy, komentarzy 0.

Po odrzuceniu dzieła przez wydawców wielu autorów zadaje sobie pytanie „Jak samodzielnie wydać książkę?”  Są też tacy, którzy po kolejnej odmowie ale też nawet bez niej, wybierają drogę pisarza niezależnego tzw. indie.

 

Jeszcze do niedawna dzieło publikowane było nakładem jakiegoś wydawcy, tzw. własnym sumptem albo wcale. W pierwszym wypadku trzeba było znaleźć wydawnictwo, w drugim pieniądze. Trzecia możliwość jest jasna… Ale Internet zmienił wszystko.  Tym (w zdecydowanej większości), którzy zostali odrzuceniu przez wydawców i nie mają pieniędzy na samodzielne sfinansowanie wydania i druku umożliwił publikowanie w formie cyfrowych treści (e-booków) przy minimalnych nakładach lub bez nich.  W sieci znalazło się również miejsce na reklamę, promocję i sprzedaż takich utworów. Internet ułatwił dotarcie do odbiorców też przez strony autorskie, blogi i portale społecznościowe.

Self-publishing daje nam też możliwości, których brak w tradycyjnym modelu, jak choćby niemal całkowitą kontrolę nad dziełem. Począwszy od treści, przez okładkę, cenę, oraz działania promocyjne tak self-publisher decyduje o wszystkim.  Oczywiście, wydawanie samego siebie nie jest zjawiskiem nowym, tak publikowali przecież m.in. Oskar Wilde, Virginia Woolf czy Mark Twain ale dopiero dzięki Internetowi obserwujemy dynamiczny rozwój tego zjawiska.

Trend ruszył z USA. Wraz z wzrostem sprzedaży czytników w ostatnich 3 latach, czytelnicy zaczęli częściej sięgać po wydania elektroniczne.  Kolejne księgarnie internetowe uruchomiły możliwość publikowania przez autorów swoich utworów jako e-booki lub druk na życzenie. Odcięcie się self-publisherów od wydawnictw, umożliwiło znaczną obniżkę ceny utworów, a rolę krytyka zaczął pełnić czytelnik.  Ten zaś zetknąwszy się z samodzielnie wydawaną literaturą stopniowo zaczął zmieniać świadomość. Ktoś, kto samodzielnie wydaje swoje utwory przestał być postrzegany w kategorii desperata, który stara się za wszelką cenę sprzedać „wypociny” ale  stał się autorem równorzędnym dla pisarzy wydających w wydawnictwach.  Co więcej, tacy autorzy dla wielu stali się bardziej atrakcyjni. Nie każdy przecież lubi mieć wybór między Gretkowską, Grocholą, Tokarczuk i Pilchem?

Samodzielnie publikujący autorzy,  dotąd odrzucani przez wydawnictwa zaczęli osiągać sukcesy bez pomocy literackich agencji, wydawnictw, dystrybutorów i ogromnych nakładów na promocję.  Dla przykładu Amanda Hocking, jak podaje wikipedia, od kwietnia 2010 roku zarobiła 2 miliony USD. Codziennie sprzedaje ponad 9 tysięcy self-publikowanych e-booków w cenie od 0,99 do 2.99 USD. Inny bardzo jaskrawy przykład to Joe Konrath,  którego powieść odrzucono aż 500 razy! Po tym jak zaczął publikować sam, zarabia 20 tysięcy USD miesięcznie.  John Locke jako pierwszy autor publikujący samodzielnie sprzedał ponad milion e-booków.  I to w ciągu 5 miesięcy! Tę samą liczbę przekroczył też inny indie: James Patterson, dołączając do elitarnej grupy  Kindle Million Club. A zatem warto.

Oczywiście zazdrośnicy, będą gardłować, że to odosobnione przypadki, że nisza, że USA to nie Polska, jeden na stu itd.  Ale fakty są takie, że w sierpniu 2011 roku, wśród 100 najlepiej sprzedających się publikacji w Kindle Store (Amazon) 26 zostało opublikowanych przez self-publisherów, z czego w pierwszej dziesiątce znalazły się aż 4 takie nazwiska.

E-booki sprzedające się nie tylko w tysiącach, ale i milionach egzemplarzy to poważny argument a self-publishing nie musi być tożsamy z zjawiskiem publikowania przez autorów odrzucanych przez wydawnictwa. Okazuje się, że wcale nie trzeba się prosić kogokolwiek by wydali nasz utwór by osiągnąć sukces. Potem to oni się proszą o wydanie w choćby tylko w miękkiej okładce.  Dlatego coraz nowsi autorzy decydują się na tą drogę.

W Polsce jednym z pierwszych i chyba najbardziej znanym jest  Piotr Kowalczyk (Niżej Podpisany). Spokojnie można powiedzieć, że to guru polskiego self-publishingu. Publikacje tego autora internauci pobrali ponad 100 000 razy a wielu innych, zachęconych jego artykułami poszło drogą pisarstwa niezależnego.  Do znanych nazwisk należą też Mariusz Zielke, Paweł Wimmer, Martin Lechowicz, Ania Witowska, Artur Boratczuk czy Szymon Adamus.

Na przykładzie Niżej Podpisanego warto, zauważyć, że self-publishing nie musi oznaczać zawsze publikację e-booków by je sprzedawać. Cześć self-publisherów udostępnia swoje utwory elektroniczne na licencji Creative Commons. Uważają oni, że warto udostępniać cyfrowe treści, by odbiorca mógł się z nimi zapoznać, bo to doskonałą forma promocji autora i twórczości bez ponoszenia kosztów.  To dla wielu wydawców szokujące i nie do przyjęcia podejście ma jednak sens. Pierwszym, który dokonał takiej copyrihtowej rewolucji był Cory Doctorow.  Pierwszą książkę, udostępnił w Internecie za darmo, w wersji elektronicznej, równocześnie z ukazaniem się komercyjnej (drukowanej) wersji. Ocenie wszystkie publikacje Doctorowa w formie elektronicznej są dostępne za darmo a ich sprzedaż wcale nie cierpi.

No dobrze, wiadomo już dlaczego. Teraz pytanie – gdzie publikować? Możliwości w ostatnim roku pojawiło się dużo. Najważniejszą jest Kindle Direct Publishing. Ta amerykańska platforma pozwala na publikowanie, tak aby mnożna było opublikowane e-booki kupować i czytać na urządzeniu Kindle.   Podział zysków to od 35 do 70% dla autora. Wprawdzie w naszym języku publikacja jest teoretycznie niemożliwa, jednak praktyka pokazuje, że można. Inna możliwość to  Smashwords,  o tyle ciekawy, że pozwala nie tylko na sprzedaż e-booków, ale publikację w kilku najważniejszych formatach.

W Polsce, do niedawna samodzielną publikację umożliwiał tylko serwis Bezkartek.pl, oferujący autorowi do 40% ceny e-booka, czyli bez szału. Pojawiło się jednak kilka nowych serwisów np. rw2010 oferujący 50% ceny dla autora. Dość atrakcyjną ofertę proponuje też  Wydaje.pl, oddając autorowi 60-70% ceny netto. Można też publikować i sprzedawać w serwisach: e-tekst.pl, Poczytaj.to, StronaSztuki, www.backpen.com czy  You-ebook.pl. Katalogi tych serwisów szybko się powiększają i przybywają kolejni autorzy indie.

Warto wspomnieć też o serwisie: www.publixo.com, który oferuje publikację, bez możliwości sprzedaży (jak  Scribd oraz Feedbooks).  Można traktować go jako narzędzie promocyjne. Portal jest częścią wydawnictwa specjalizującego się w wydawaniu papierowych książek za pieniądze autora (czyli vanity self-publishing). Przy okazji niejako dochodzę do samo-publikowania w formie papierowej.  Kilka krajowych wydawnictw (na świecie także np. Lulu)  oferuje taką usługę. Książki są drukowane cyfrowo na żądanie (tzw. print on demand) lub offsetowo oraz wprowadzane do księgarń i hurtowni (lub nie). Zajmował się tym nie będę i zainteresowanych odsyłam do książki „Autor 2.0”.

Tymczasem nie wspominałem o jeszcze jednej, krajowej platformie dla self-publisherów Virtualo.pl. To najważniejszy serwis dla self-publisherów w Polsce. I to nie podział zysków po połowie z autorem decyduje ale dystrybucja.  Umieszczony w platformie e-book trafia bowiem także do sześciu  największych graczy u nas: księgarni gandalff, serwisu ebook, godi, nakanapie, amazonki i empiku. To rozwiązanie na wzór  Smashwords, gdzie kanał dystrybucji obejmuje także księgarnie Barnes & Noble, Kindle Store czy Kobo.

Tego nie daje żaden z wymienionych wcześniej serwisów a należy mieć świadomość, że kwestia dotarcia do klienta w wielkim stopniu decyduje o powodzeniu inicjatywy wydawniczej. A to, że w im większej liczbie księgarni internetowych znajdzie się nasze dzieło, tym więcej potencjalnych czytelników  o nim się dowie.  Dlatego też na chwilę obecną parafrazując Piotra Kowalczyka napiszę: pisarzu, jeśli chcesz zostać indie wybierz Virtualo.pl oraz KDP Amazonu.

Z początkiem 2011 roku zdecydowałem się na zarejestrowanie własnego wydawnictwa i pójście drogą indie. Niektóre wcześniej wydane utwory sprzedaję w nowych edycjach.  Otrzymały nowe okładki, ponowną korektę, w części przepracowałem treść (np. „Jeszcze jeden dzień w raju” jest krótsza o 10 tysięcy wyrazów a „Era Wodnika” o 46 tysięcy) a cena jest niższa.

Przyznaję, że poprawiłem je bo się wstydziłem. Były źle napisane, nie dokończone i mogły być wydane lepiej. To doskonały przykład, że  self-publishing jest też niebezpieczeństwem.  Niestety pisarz niezależny odpowiada tylko przed czytelnikiem. Nie ma redaktora, który powie – „stary, popraw to, bo jest do bani”.  I wyniku niestarannej korekty, amatorskiej okładki lub też najzwyczajniej słabej jakości tekstu można opublikować gniota.  Ale nade wszystko można go urodzić  z powodu braku dystansu do własnej twórczości, bo to, że indie będzie nazwany grafomanem jest niemal pewne. Nie warto się przejmować. Nie ważne co mówią i piszą, istotne aby nie przekręcali nazwiska. To czy autor jest grafomanem może oceniać każdy, ale tylko opinia czytelnika coś znaczy.  W tym zawiera się najważniejsza cecha self-publishingu, czyli relacja na linii autor-utwór-odbiorca, w której brak miejsca na wydawcę jak w tradycyjnym modelu wydawniczym.

Nie sądzę aby self-publishing zawojował Polskę. Na razie. W kraju, gdzie na e-booki jest nałożony 23% VAT, EMPIK wprowadził e-booki do sprzedaży dopiero rok temu, krajowe czytniki na papier elektroniczny są nadal droższe od Kindle z wysyłką from United States (mimo, że dolar oszalał) nie ma co się zachwycać zjawiskiem.

Ale cyfrowy underground i awangarda wobec pisarstwa 1.0 jest dla mnie ciekawa. Magia self-publishingu  mi odpowiada choć przyznaję, że to niezależność z konieczności, przynajmniej w wypadku części dzieł , bo wydawcy odrzucają moją prozę jak zgniłego ziemniaka.  Dlatego zdecydowałem zagnieździć się w tej niszy i mam nadzieje, że moi Czytelnicy ze mną zostaną. Wierzę też, że za jakiś czas wszystko się zmieni. A czas pokaże, czy miałem racje.

--

Aleksander Sowa

www.wydawca.net 

Podobał Ci się ten artykuł? Oceń na TAK lub NIE.    Głosuj na tak   0   Głosuj na nie



Liczba komentarzy: 0

(nie będzie publikowany)

Artykuł został przedrukowany na następujących stronach:

http://czytnikiebookow.wordpress.com/