0
Leczenie alkoholizmu w Pakistanie
Ulryk Wilk
29.08.2011, czytano 291 razy, pobrano kod HTML 1 razy, komentarzy 0.
W szóstym najludniejszym państwie świata, muzułmańskim Pakistanie, milion ludzi ma problem z piciem. Jednak leczenie alkoholizmu dostępne jest dla nielicznych. Także ze względu na obowiązującą prohibicję.
Czy kraje muzułmańskie są wolne od problemu uzależnienia od alkoholu? W pierwszej chwili odpowiedź na takie pytanie wydaje się być oczywista – ponieważ islam zakazuje picia, także alkoholizm nie powinien być problemem. Później jednak przychodzi refleksja: przecież ludzie są tylko ludźmi, więc dlaczego bogobojni muzułmanie mieliby różnić się akurat w tej kwestii od łamiących swoje przykazania choćby chrześcijan? Otóż to – nie różnią się, a przykład Pakistanu może być na to dowodem.
85 dolarów za noc
W Pakistanie od 1977 roku panuje oficjalna prohibicja. Kto pije, ryzykuje srogą karę: osiemdziesiąt batów. Publicznie. Specyficzne leczenie alkoholizmu, prawda? I równie nieskuteczne.
Prawo koraniczne jest ignorowane, alkohol można kupić bez problemu, a kliniki oferujące prawdziwe leczenie alkoholizmu działają bez przeszkód, nieźle przy tym zarabiając. Pobyt w klinice odwykowej kosztuje w Pakistanie (jak podaje The Guardian) około 85 dolarów za noc. To suma, która mogłaby być nie do przyjęcia dla Europejczyka, o Pakistańczykach, których przeciętny dochód na głowę to 2,5 tys. dolarów rocznie.
Co więcej, leczenie alkoholizmu odbywa się w warunkach, które trudno nazwać luksusowymi. Pokoje są skromne, a pacjenci muszą brać udział w forsownych programach, które obejmują także ich najbliższych. Niektóre kliniki wręcz zmuszają krewnych do udziału w leczeniu, gdyż jest to ich zdaniem jedyny sposób na osiągnięcie sukcesu.
10 mln pije, milion ma problem
Jak przyznaje w rozmowie z Guardianem dyrektor jednego z ośrodków, tylko jego firma ma każdego roku około 500 klientów. W sumie dr Ali ocenia, że w Pakistanie 10 mln osób pije alkohol, a milion ma z tym poważny problem. Przy liczbie ludności sięgającej 176 mln wydaje się to liczbą bez znaczenia, jednak w rzeczywistości staje się coraz większym problemem. Dlaczego? Bo alkoholizm dotyka przede wszystkim elity lub ludzi, którzy są na tyle biedni, że piją alkohol niewiadomego pochodzenia.
Przykładem problemów z piciem może być czołowy krykiecista Mohammad Sami, który wdał się w pijacką burdę w jednym z hoteli w Rawalpindi. Dwudziestodziewięcioletni zawodnik zaprzecza, że pił (pamiętajmy – baty!). Podobnie robią oficjele rządowi. Chowają szklanki z whisky jedynie wtedy, kiedy dziennikarze robią zdjęcia. Dr Ali, cytowany przez Guardiana, przyznaje, że leczy przede wszystkim przedstawicieli biurokracji, polityków, bankierów i bogatych przedsiębiorców.
Księżycówka i presja Talibów
Z kolei zwykli Pakistańczycy piją, co wpadnie im w ręce. Ostatnio media pakistańskie podały, że około pięćdziesięciu mieszkańców Karaczi zmarło, a drugie tyle straciło wzrok po tym, jak pili „księżycówkę” niewiadomego pochodzenia.
Dla nich jedyną opcją są Anonimowi Alkoholicy. W przeciwieństwie jednak do leczenia alkoholizmu w prywatnych klinikach, szeroko reklamowanego, grupy działają w cieniu. Można je znaleźć jedynie za pośrednictwem prostej strony internetowej. Albo dzięki poczcie pantoflowej, która działa najskuteczniej w większości przypadków.
W 2007 roku parlamentarzyści próbowali przeforsować ustawę zmieniającą podejście do alkoholu. Zamiast totalnego zakazu i zamykania oczu – zasady nieco bardziej zachodnie. Wystarczyło jednak kilka zamachów bombowych zorganizowanych przez Talibów (min. na sklep z piwem) i sprawa zniknęła z agendy.
Podobał Ci się ten artykuł? Oceń na TAK lub NIE.
0
Liczba komentarzy: 0