» Wyszukiwarka» Kategorie
» Multiprofile
|
» Kategoria: Internet i Komputery / SerwisyZagubieni w cyberprzestrzeni. Krytyczny e-sejJakub Frankiewicz 17.06.2011, czytano 246 razy, pobrano kod HTML 1 razy, komentarzy 0.
W swoim eseju autor próbuje wskazać współczesnego rozumienie terminu cyberprzestrzeń, jego znaczenie w codziennym życiu oraz jego relacji z Internetem. Prezentuje on również współczesne zagrożenia, jakie niesie ze sobą upowszechnienie Internetu. W 1984 roku Williama Gibsona w powieści fantastycznonaukowej – „Neuromancer”, użył po raz pierwszy terminu cyberspace. Chciał w ten sposób opisać świat, w którym człowiek zwiększał swoje zdolności, dzięki zastosowaniu cybernetycznych rozszerzeń. Cyberprzestrzeń to z pozoru zlepek dwóch przypadkowych słów, oznaczających cybernetyczną przestrzeń stworzoną przy pomocy komputerów. W terminie tym kryje się jednak pewna tajemniczość i magia, która rozpala naszą wyobraźnie. Z jednej strony cyberprzestrzeń jest czymś plastycznym i realnym, bo dostępnym poznaniu zmysłowemu. Możemy ją dowoli odkrywać, zmieniać i rozszerzać niczym kawałek plasteliny. Z drugiej jednak strony zdajemy sobie sprawę z faktu, iż wszystko to jest tylko i wyłącznie fikcją stworzoną i podtrzymywaną przy życiu dzięki niezliczonej liczbie komputerów, serwerów, programów i całej aparaturze technicznej. Ten zmyślony świat kusi nas milionem barw wyświetlanych przez nasze monitory, przestrzennym dźwiękiem i nowymi możliwościami działania. Na każdym kroku robi wszystko, byśmy uwierzyli, że uczestniczymy w czymś w pełni realnym i zdecydowanie lepszym niż to, co czeka nas po przejściu w tryb offline. W dzisiejszym rozumieniu cyberprzestrzeń oznacza przestrzeń otwartego komunikowania się za pośrednictwem połączonych ze sobą komputerów i pamięci informatycznych pracujących na całym świecie. Termin ten stał się także synonimem Internetu i jest w tym dużo prawdy, bowiem jedno i drugie są ze sobą nierozerwalnie połączone, wspierają się i uzupełniają wszędzie tam gdzie tylko to możliwe. Jeśli jesteśmy już przy Internecie, to trzeba zauważyć, że sam ten termin niezwykle szybko upowszechnił się i na stałe zagościł w naszym języku. Używamy go codziennie w różnych odmianach i kontekstach. Samo medium zaś wydaje się być nieodłącznym elementem naszego życia, bez którego niezwykle trudno jest funkcjonować we współczesnym świecie. Email, czaty, komunikatory internetowe, radia, telewizje, gazety, ebooki, listy i fora dyskusyjne, portale i strony prywatne, bankowość elektroniczna, serwisy społecznościowe i wymiana plików to tylko kilka z wielu możliwości, jakie daje nam dzisiejszy Internet. Każdego dnia na całym świecie z tych funkcji korzystają miliony użytkowników. Połączenie tekstu, dźwięku i obrazu oraz zaawansowanych technologii informatycznych doprowadziło do powstania nowego, wirtualnego świata. Świata, po którym możemy dowoli surfować w poszukiwaniu ulubionych miejsc czy potrzebnych w danym momencie informacji. Świata, w którym jesteśmy jednocześnie twórcami i odbiorcami. Wszelkich dobrodziejstw przyniesionych nam w darze przez Internet i komputery nie sposób nie docenić. Dzięki nim żyje nam się łatwiej, szybciej i wygodniej. To prawda, ale to wszystko ma też swoją druga stronę medalu. Wszechobecny Internet wrasta w nas niczym implant, a my w niego. Jest naszym wsparciem, środkiem komunikacji i dowolnego wyrażania samego siebie. Jest naszym oknem na świat i źródłem informacji. Niemal cała wiedza ludzkości jest na wyciągnięcie ręki. Wystarczy tylko po nią sięgnąć. Dziś nie trzeba już szukać danych w książkach czy encyklopediach, wystarczy to sobie wygooglować, a niezbędne dane dostaniemy w przeciągu kliku minut na wirtualnej tacy podsuniętej pod nos przyklejony do płaskiego ekranu monitora. Siłą rzeczy stajemy się żywymi klikaczami z rozbudowanymi, od ciągłego ściskania myszki komputerowej mięśniem przedramienia i mózgiem, który ogranicza swe zdolności do niezbędnych funkcji życiowych. Bezkrytycznie zachłysnęliśmy się nowymi technologiami i nie wyobrażamy sobie życia bez nich. W wirtualnym świecie można zrobić prawie wszystko, na co mamy tylko ochotę. Nie można tylko dotknąć drugiego człowieka, ale ta niedogodność zdaje się większości ludzi nie przeszkadzać. Najgorszym koszmarem, który mógłby się zrealizować jest brak prądu i pozbawienie dostępu do tych wszystkich cudów techniki. Wówczas płakalibyśmy pewnie jak dziecko, któremu ktoś ukradł lizaka. Wciąż otaczamy się nowymi gadżetami, które według zapewnień producenta mają zrewolucjonizować i usprawnić nasze życie, a tym czasem tworzą z nas wałkoni niezdolnych do samodzielnej egzystencji. Tracimy kontakt z prawdziwą rzeczywistością i z trudem odróżniamy prawdę od fikcji, bo ta ostania wydaje nam się zdecydowanie lepsza i ciekawsza. Do dziś w uszach dzwoni mi echo słów wypowiedzianych kilka lat temu przez nałogowego gracza sieciowego: W życiu jestem nikim, za to w grze jestem prawdziwym Bogiem. Internet sprawia również, że zapominamy korzystać ze wszystkich zmysłów (nie licząc wzroku i słuchu), bo nie są one nam potrzebne do poznania. Tymczasem organ nieużywany może z czasem zaniknąć całkowicie. Także nasz sposób wyrażania się i komunikacji przeszedł olbrzymią przemianę. Niestety jest to zmiana w kierunku niepożądanym. Co raz częściej w życiu codziennym posługujemy się pustym znaczeniowo bełkotem będącym miksem języka polskiego i angielskiego, terminów informatycznych, akronimów i komputerowej nowomowy. Skracamy, kaleczymy język i ortografię oraz używamy emotikonów dla wyrażenia naszych uczuć i stanów emocjonalnych, o ile je jeszcze posiadamy. A wszystko to po to, aby pisać i komunikować się szybciej, lepiej i bez zbędnych opóźnień. Do tego dochodzi również poziom merytoryczny wypowiedzi i kultura osobista internautów, a tej wielu użytkownikom po prostu brak. Pieniactwo, wzajemne oszczerstwa i wyzwiska są na porządku dziennym. Wystarczy prześledzić komentarze pod najciekawszymi artykułami największych portali internetowych. Nie jest to jednak lektura dla czytelników o rozwiniętym poczuciu estetyki i nie posiadających filtru rodzinnego, blokującego niechciane informacje. Rozwój nowych technologii i miniaturyzacja sprzętu pozwalają na korzystanie z Internetu niemal wszędzie: w pracy, domu, szkole, kawiarni, autobusie, samochodzie i nawet na plaży. Wystarczy telefon komórkowy lub mobilny Internet i bez względu na czas i miejsce zawsze możemy być w kontakcie. Zawsze dostępni on line. Doskonale pamiętam jak dekadę temu, dziesięciogodzinny karnet na korzystanie z Internetu w pobliskiej kafejce pochłaniał połowę mojego kieszonkowego. Dziś koszt dostępu jest kilkanaście razy tańszy i dzięki temu stał się dostępny dla mas. To oczywiście zaleta, ale i wada. Na każdym kroku towarzyszy nam bowiem nieustanna presja ciągłego bycia w zasięgu, bycia on line 24 godziny na dobę 7 dni w tygodniu. Presja ta przybiera najróżniejsze postacie, od napiętnowania za niedostosowanie się do panujących trendów, na całkowitej izolacji kończąc. Niczym odurzeni jakimiś środkami pośpiesznie zakładamy kolejne konta w portalach społecznościowych, tworzymy blogi i mikroblogi, na których umieszczamy zdjęcia, linki, wpisy i komentarze. Jeśli w naszym życiu nie dzieje się nic nadzwyczajnego, to piszemy o sprawach przyziemnych, cokolwiek byle coś opublikować. W zastraszającym tempie tworzymy internetowy śmietnik danych, które w momencie wysłania nie wnosiły już nic nowego. Bo cóż interesującego może być w tym, że ktoś poinformował przy pomocy internetowego komunikatora setkę znajomych, że właśnie przypalił wodę na herbatę. Śledząc, bowiem sieciowe wpisy podobnych sobie maniaków, zapomniał ją wyłączyć. Podobnie rzecz ma się marketingiem szeptanym, czyli przekazywanym sobie od jednej do drugiej osoby wiadomości na temat wydarzenia czy filmu na jednym z serwisów dobitnie świadczącego o tym, że niektórym brakuje pomysłu na swoje życie. Baczna obserwacja najpopularniejszych odkryć internautów, pozwala stwierdzić, że wszystko to jest mdłe, nijakie i niezwykle płytkie. Widocznie takie jednak musi być: łatwe do przełknięcia i nie wymagające przemęczenia ośrodka mózgowego. Istotne jest to, że mamy temat do rozmów na kilka kolejnych dni lub tygodni, czyli do czasu otrzymania kolejnego linku od znajomych. Ta samo nakręcająca się presja, zmusza nas do ciągłego poszerzania swojej osobistej cyberprzestrzeni o kolejne miejsca, do których trafiamy potem z rzadka, ale nieuczestniczenie w nich to obciach, którego każdy się wystrzega. Będąc trendy dostajemy bezkształtną pakę informacyjną, ale większości z nas chyba o to chodzi. Wciąż podążamy w kierunku ilości, a nie jakości. Warto samemu czasem zastanowić się ile z czasu spędzonego w sieci zmarnowaliśmy na bezsensowne serfowanie po bezkresnych wodach cyberprzestrzeni i klikanie w kolejne linki odsyłające nas do kolejnych, a te do następnych itd. Czy nasz zwykły dzień nie rozpoczynamy od kubka gorącej kawy popijanej w przerwie na wprowadzanie kolejnych haseł i loginów do poczty elektronicznej i serwisów społecznościowych. Tak na wszelki wypadek, by sprawdzić czy w trakcie czasu zmarnowanego na sens nie pojawiło się coś godnego naszej uwagi. Internet dał nam nowe możliwości, z których potrafimy, co raz lepiej korzystać. Bezsprzecznie ulepszył nasze życie, ale zabrał też coś z osobowości każdego z nas. Uczynił z nas swoich dobrowolnych niewolników, którzy ślepo i mechanicznie wykonują kolejne komendy pojawiające się na ekranie. W pewnym momencie zagubiliśmy się w tym wszystkim i nie potrafimy odnaleźć właściwej drogi. Zdecydowanie gorzej dla nas, jeśli sami nie zdajemy sobie z tego faktu sprawy.
Podobał Ci się ten artykuł? Oceń na TAK lub NIE.
|
|
Liczba komentarzy: 0