» Wyszukiwarka» Kategorie
» Multiprofile
|
» Kategoria: Edukacja Wiedza Nauka / Hyde ParkZarządzanie informacją (nie)wygodnąKuba Jakubowski 14.05.2011, czytano 141 razy, pobrano kod HTML 0 razy, komentarzy 0.
Mam poważne wątpliwości co do zabicia Osamy bin Ladena oraz tego w jaki sposób informacja ta została przekazana światu. Specjaliści od marketingu politycznego, komentatorzy i dziennikarze chórem przekuli jednak ten nekrolog w akt zwycięstwa Baracka Obamy w przyszłorocznych wyborach.
Administracja Obamy sprzedała zabójstwo jako pełen sukces, osobisty akt odwagi prezydenta, ukoronowanie wojny z terroryzmem, zwycięstwo dobra nad złem. Z dużą pewnością siebie obwieszczono światu tryumf na specjalnej konferencji prasowej. Bez najmniejszego poczucia winy za śmierć ludzi. Bez nuty zawstydzenia i tajemnicy, jaką powinna się charakteryzować akcja sił specjalnych na obcym terytorium. Chętnie pokazano materiały filmowe, zdjęcia Obamy w jakimś cyberbunkrze, 44 piętra pod podłogą Białego Domu z wymalowanym na twarzy dramatem. Czy to dobra metoda na PR w momencie przełomu? Trudno powiedzieć. Z jednej strony administracji potrzebny był sukces, a tej ryby złapanej na haczyk nie trzeba było przemalowywać na złoto. Obama i jego współpracownicy w polityce międzynarodowej nie mieli jak dotąd oszałamiających sukcesów: zarzucony pomysł pozbycia się broni nuklearnej, antyrakietowe ustępstwa wobec Rosji, Wikileaks – to wszystko sprawiało wrażenie słabnących Stanów. A z nimi słabnącego Obamy. Ostatni „sukces” tej słabości ma zaprzeczyć. Z drugiej strony, był to dobry moment na podkreślenie wizerunku Obamy – humanitarysty, laureata pokojowej Nagrody Nobla, który był łaskawy, a „mógł zabić”; który jako orędownik polityki po Guantanamo, oddał potwora pod sąd; który zmienia oblicze Ameryki. Z jakiś powodów nie zrobiono tego... Przypomina mi się pewna sytuacja z kampanii wyborczej z 2008 roku, kiedy przyszły prezydent USA przybył do Europy jako gwiazda i wygłosił przemówienie przed tysiącami ludzi w Berlinie. Europa oszalała. W wyborczym starciu okazał się to jednak poważny błąd – sondaże spadły, bo Amerykanie uznali, że Obama gwiazdorzy na Starym Kontynencie jakby już wygrał. Dziś sytuacja jakby się odwróciła: panosząc się po obcych landach ze służbami specjalnymi strzelającymi w głowę z zimną krwią, prezydent dla Amerykanów stał się odważnym bohaterem. Jednak poza USA było już mniej entuzjastycznie. Europa przyklasnęła, ale jakoś cicho i niepewnie. Angela Merkel, która stwierdziła, że „się cieszy” dostała ostro po głowie. Silnie zakorzeniony europejski humanitaryzm zmusił do powściągliwości.
Czy ktoś w USA będzie w stanie zagrać tą kartą? Odpowiedź brzmi: (raczej) nie. Dla Republikanów wykończenie terrorystów to cel nr 1, więc powinni Obamę raczej oklaskiwać. Co innego społeczne masy, które poszły za Obamą łagodnym i powściągliwym, który chce amerykański arsenał nuklearny zredukować do zera. Nie jest to jawna niespójność wizerunku, ale dość istotny dysonans. Może warto więc było podejść do wydarzeń ostatnich dni z pewną powściągliwością i skromnością. W dłuższej perspektywie nonszalancja Obamy może stać się ciężarem człowieka, który obiecał Ameryce nową twarz, a dał jej przypudrowany pysk.
Kuba Jakubowski, 2011-05-05 kubajakubowski.pl
Podobał Ci się ten artykuł? Oceń na TAK lub NIE.
|
|
Liczba komentarzy: 0