Nie pamiętam hasła

» Wyszukiwarka

» Kategorie

» Multiprofile

» Kategoria: Turystyka i Wypoczynek / Ciekawe miejsca

Głosuj na tak 0 Głosuj na nie
pobierz

Augrabies - miejsce wielkiego hałasu

Waldemar Delekta 06.01.2011, czytano 162 razy, pobrano kod HTML 2 razy, komentarzy 0.

Rzeka Oranje ma 2000 km długości i niesie prawie jedną czwartą wszystkich wód rzecznych w RPA. Zielone brzegi rzeki na których uprawia się winogrona, bawełnę i cytrusy kontrastują z półpustynnym otoczeniem, ale nigdzie Oranje nie wygląda tak imponuąco jak w Augrabies.

Park Narodowy Augrabies Falls leży w odległym narożniku Republiki Południowej Afryki nie daleko od granicy z Namibią, najbliższe miasta to Upington i Keimoes, obydwa posiadające swoje własne rezerwaty przyrody. Tak jak wskazuje nazwa, powstał na wodospadzie i to dosyć dużym, gdzie rzeka Oranje spada w dół 91 metrów kilkoma małymi stopniami i jednym ogromnym bo aż 56 metrowym.

 

Kiedyś po drodze do Namibii wstąpiłem do Augrabies z ciekawości. Miejsce to ma swój swoisty charakter ze względu na wiele legend i opowieści. Historia odkrycia Augrabies też jest fascynująca, ale jest to temat na później. Najbardziej podobało mi się opowiadanie lokalnego przewodnika o imieniu Dries o przygodzie jaka w roku 1979 przytrafiła się jednemu ze skandynawskich turystów.

 

Od 1966 roku, czyli od kiedy oficjalnie powstał Park Narodowy Augrabies Falls poniosło tam śmierć co najmniej 16 osób. Większość z nich zginęła z powodu naruszenia przepisów parku, co mnie nie dziwi. Ludzie zafascynowani byli otaczającym ich pięknem i nie zważali na przepisy. Chcieli być bliżej ogromnego wodospadu z wielu względów. Jedni robili zdjęcia, inni byli ciekawi.

 

Większość z ofiar straciło równowagę na brzegu wąwozu i spadło w huczącą otchłań.

W dzisiejszych czasach jest tam wysoka barierka osłaniająca najbardziej niebezpieczne miejsca od strony południowego brzegu ale zawsze trafiają się głupcy wspinający się na górę.

W 1979 roku jeden ze skandynawskich turystów stracił równowagę na krawędzi kanionu i krzykiem spadał w dół po ostrej, granitowej krawędzi wąwozu.

 

W miarę jak nabierał prędkości, wystające kamienne krawędzie zdarły z niego całe ubranie, nawet skórzany pasek i spodenki. Doznał wielu poważnych obrażeń ciała, w wielu miejscach skóra rozdarła się do mięsa a kiedy upadł w wodę, kilka kości uległo złamaniu.

Na szczęście, mężczyzna przeżył i nawet zdołał przeczołgać się w płytkie miejsce i tam siadł sobie w wodzie w oczekiwani na pomoc.

Dries powiedział że nie mógł uwierzyć że mężczyzna przeżył i jeszcze jest w stanie siedzieć na skale. Jeden z pracowników parku zeszedł po linie w dół i wydobył rannego na powierzchnię.

 

Po kilku dniach skandynawski turysta wrócił w bandażach na miejsce wypadku. Powiedział że szuka swoich pieniędzy. W czasie upadku razem z ubraniem stracił swój portfel ze wszystkimi swoimi pieniędzmi.

Dries wydobył lornetkę i zaczął dokładnie przeglądać lustro wodne, kiedy zobaczył coś pływającego po powierzchni.

Ktoś ponownie zeszedł po linie w dół i wydostał kawałek pływającego ubrania. Okazał się to kawałek spodni z poszarpanym portfelem z zawartością ponad R400.

Ucieszony turysta przyznał że miał wiele szczęścia.

 

 

Autor Waldemar Delekta, podróżnik i turysta, poleca więcej informacji o Kapsztadzie na stronie: Kapsztad

Podobał Ci się ten artykuł? Oceń na TAK lub NIE.    Głosuj na tak   0   Głosuj na nie



Liczba komentarzy: 0

(nie będzie publikowany)

Artykuł został przedrukowany na następujących stronach:

http://stanmarwojturystykazwiedzaniepodroze.blogspot.com