0
Fotografia ślubna - czy warto zatrudnić fotografa za 500 zł?
Szymon Matuszewski
27.10.2010, czytano 803 razy, pobrano kod HTML 4 razy, komentarzy 3.
Ostatnio można natknąć się co krok na oferty wykonania "profesjonalnych" zdjęć ślubnych za 500 zł. Jak to jest możliwe i czego możemy spodziewać się za kilkaset złotych?
Zacznijmy od kosztów fotografa. Profesjonalny fotograf ślubny przygotowany na każde warunki i zastaną sytuację potrzebuje:- zakupić 2 profesjonalne aparaty (koszt ok 15 tyś zł), 2 - 3 jasne obiektywy (koszt 10-20 tyś zł), przynajmniej 1 lampę błyskową (1500 zł), mnóstwo akcesoriów typu ładowarki, akumulatory, filtry, torby, statywy (2-5 tyś zł). Do tego oprogramowanie (Photoshop i podobne) - kilka tyś zł.Komputer z dobrym monitorem nadającym się do obróbki zdjęć - 4-7tyś złNastępnie musi zarejestrować firmę, opłacić comiesięczny ZUS (900 zł), podatki od zleceń, ponieść koszty reklamy (300 - 1000 zł/miesiąc), i parę innych wydatków o których zapewne nie pamiętam.
Pomijamy koszty w postaci nocy zarwanych przed monitorem przy mozolnej obróbce 1000 zdjęć (bo nasz fotograf za 500 zł da nam aż 1000 zdjęć)
Podsumujmy. Profesjonalny fotograf potrzebuje na start co najmniej 40tyś zł + stałe koszta miesięczne co najmniej 1000zł.
Wrócmy teraz do naszego fotografa oferującego zdjęcia za 500zł. Zakładając, że trafia mu się pełny rok zleceń (4 w miesiącu), wpływy do jego kasy wyniosą 2000 zł miesięcznie. Odliczamy od tego podatek dochodowy i VAT - zostaje max 1300 zł. Odejmujemy ZUS nie licząc już kosztów reklamy, z której nasz fotograf rezygnuje, aby zostało mu na chleb.
Zostaje 400 zł.
Fotograf musiał przed rozpoczęciem działalności wyłożyć na sprzęt i pozostałe potrzebne rzeczy 40 tyś zł. Przy zysku 400zł/miesiąc zwróci mu się po okoł 8 latach... Tyle, że sprzęt używany intensywnie do tego typu zleceń nie wytrzyma raczej dłużej niż 3 - 4 lata o ile nie zakończy żywota wcześniej na posadzce kościoła, albo utopiony w urokliwym jeziorku podczas sesji plenerowej, co też może się zdarzyć.
Jak to jest możliwe zatem, że taki człowiek wychodzi na swoje inkasując za wykonanie zlecenia 500 zł? Czyżby ten profesjonalista miał okazać się fotoziutkiem pracującym na co dzień w korporacji a dorabiającym sobie na czarno w weekendy na spłatę rat za lustrzankę za 1500 zł?
Niestety prawda okazuje się w 99 % przypadków właśnie taka. No dobrze, ale co w tym złego? Nic, dopóki w kościele nie będzie na tyle ciemno, że kitowy obiektyw przestanie wyrabiać z jasnością, w tanim aparacie skończy się zakres czułości a fotograf w przypływie bezradności zacznie błyskać parze młodej lampą prosto w oczy, żeby wyszły jakiekolwiek zdjęcia. Efekt takiego reportażu będzie zazwyczaj mizerny, a fotograf rozłoży bezradnie ręce.
Po całej sesji nasz fotograf zaniesie zdjęcia do domu, po czym zacznie obrabiać je na swoim domowym komputerze wyposażonym w super domowy monitor LCD. Pochłonięty obróbką nie zauważy, że jego monitor mocno przekłamuje kolory, nie zauważy również momentu w którym regulacja ekspozycji czy jasności zdjęcia spowoduje przepalenia fotografii. Zauważy to dopiero gdy odbierze zmasakrowane odbitki z labu... Wtedy niestety będzie za późno..
Możliwości zepsucia zlecenia brakiem kompetenci i sprzętu jest oczywiście więcej.... Oczywiście decydując się na fotografa za 3tyś zł nie mamy gwarancji, że będziemy zachwyceni wynikiem jego pracy, ale przy poświęceniu kilku chwil na selekcję portfolio możemy możliwość wpadki zminimalizować niemal do zera.
Podsumowując: Decydując się na fotografa w kwocie 500 zł otrzymamy usługę wykonaną w jakości adekwatnej do zapłąconej kwoty. Niestety cudów nie ma także i w tej branży, dlatego warto przemyśleć czego oczekujemy po zdjęciach z naszego ślubu. Czy traktujemy je jako pamiątkę na całe życie, którą będziemy z dumą pokazywać naszej rodzinie, znajomym i kiedyś naszym dzieciom, czy też po odebraniu od fotografa schować odbitki głęboko do szuflady pod zimowe swetry i żałować tych oszczędzonych pieniędzy za każdym razem, gdy ktoś spyta o zdjęcia z naszego ślubu...
Podobał Ci się ten artykuł? Oceń na TAK lub NIE.
0
Artykuł został przedrukowany na następujących stronach:
http://www.twojecentrum.pl
http://www.neonek.net
Liczba komentarzy: 3
genialny artykuł, ale co można zrobić ,aby klienci zaczęli zwracać uwagę na jakość usługi ?
,a nie byle było , byle tanio , byle jak ...
Witam.
Nie zgadzam się do końca z treścią artykułu. Nie będe się rozwodził ale uważam że dobre zdjęcia można zrobić dużo tańszym kosztem
.Dobry fotograf nawet kompaktem zrobi dobre zdjęcia w kościele.
W kościele podczas ślubu było ciemno? Hm..no chyba że młoda para
wynajęła fotografa za 3000 złotych i nie starczyło na światło.
Z wyrazami szacunku pozdrawiam.
Niestety ja nie zgadzam się zupełnie z Panem Andrzejem. Kompaktem nie da się wykonać profesjonalnych zdjęć ślubnych. Po pierwsze mała matryca, po drugie słaby optycznie, ciemny i niewymienny obiektyw, po trzecie wbudowana lampa błyskowa, która światłem skierowanym wprost spowoduje zniszczenie nawet najlepiej wykonanego zdjęcia. Możemy wyłączyć lampę, ale wtedy ciemna optyka kompaktu może nie poradzić sobie z zastanym oświetleniem. Profesjonalista nigdy nie pozwoli sobie na ryzyko spartaczenia zlecenia przez użycie takiego aparatu. Absolutne minimum wg mnie to lustrzanka pozycjonowana dla zaawansowanego amatora która zapewni akceptowalny poziom szumów, i obiektyw zoom o parametrach zbliżonych do 18-55mm f/2.8. Takim zestawem sprawny fotograf jest w stanie wykonać dobre zdjęcia. Jeśli chodzi o Pana stwierdzenie "nie starczyło na światło" nie bardzo wiem o co chodzi, bo jeśli wykonywał Pan zdjęcia w kościele zapewne wie Pan, że generalnie nie wolno używać zewnętrznych źródeł światła. Kościoły są różne i gdy trafimy na taki z małą ilością światła docierającego z zewnątrz i wysokimi sklepieniami utrudniającymi odbicie światła lampy błyskowej (a takich nie brakuje) może nas uratować tylko dobry korpus i bardzo jasny obiektyw, a to niestety kosztuje, co starałem się udowodnić w tym artykule. Porównanie jest proste - oddając samochód do warsztatu oczekujemy, że mechanik oprócz wiedzy i praktyki dysponuje profesjonalnymi narzędziami. Oczywiście można powiedzieć, że pan Kaziu z sąsiedztwa naprawi samochód za 1/4 ceny, tylko potem jest zazwyczaj zgrzytanie zębami, że dostaliśmy zmasakrowane auto, bo pan Kaziu dysponował skrzynką narzędziową z Tesco za 59,99zł i młotkiem :)
Pozdrawiam Szymon