» Wyszukiwarka» Kategorie
» Multiprofile
|
» Kategoria: Kultura i Sztuka / AktualnościInwestowanie w dzieła sztukiMarlon Brando 24.08.2010, czytano 386 razy, pobrano kod HTML 2 razy, komentarzy 0.
Art Banking to usługa mało znana na polskim rynku finansowym. A szkoda, choćby z tego powodu, że zyski z handlu dziełami sztuki są wolne od podatku dochodowego, jeśli tylko przerwa między transakcją kupna i sprzedaży eksponatów przekracza sześć miesięcy. Zyski- pół roku to okres zbyt krótki, aby osiągnąć znaczne zyski. Najkrótszym okresem jaki powinno się rozważać z tego typu inwestycji to pięć lat. Ponieważ za sprawą braku podaży wartościowych i wiekowych dzieł sztuki nie przybywa, zwłaszcza że najbardziej poszukiwanym towarem są dzieła artystów już nieżyjących i siłą rzeczy nie tworzących już nowych, wartość ich prac pozostawionych potomności zyskuje na wartości w tempie geometrycznym i to w sposób niezależny od bieżącej koniunktury na rynkach finansowych. Trudno spodziewać się by ceny obrazów były zależne od kosztów farb, a brązowych rzeźb od koniunktury na rynkach metali. Inwestycja w sztukę jest więc idealnym narzędziem do zdywersyfikowania portfela – o niewielu aktywach można powiedzieć, że są niewrażliwe, na to co dzieje się na rynkach. Istotnym czynnikiem jest natomiast poziom zamożności społeczeństwa – im liczniejsza jest klasa średnia, tym większy jest popyt na sztukę, której ceny w takiej sytuacji rosną. Za sztandarowy przykład takiej sytuacji niech posłuży współczesna Rosja – nowobogaccy milionerzy są w stanie zapłacić kilka milionów euro za obraz rosyjskiego malarza, który przed dekadą nie był wyceniany nawet na 1 proc. obecnej wartości.
Trudno raczej oczekiwać, aby doradca finansowy był zarazem profesorem historii sztuki czy potrafił wskazać, który obraz okaże się świetną inwestycją, ale jego zadanie jest inne. Jeśli już klient private bankingu jest zainteresowany inwestycjami w sztukę, po prostu przedstawiany jest fachowcom z branży. Niewiele osób o tym wie, lecz w Polsce działają podmioty podejmujące się inwestycyjnego doradztwa, jeśli chodzi o sztukę właśnie, a nawet prowadzą na życzenie klientów usługę, którą można nazwać art management – w ich imieniu dokonują transakcji kupna i sprzedaży eksponatów. Szczerze mówiąc takie rozwiązanie wydaje się być najbardziej sensowną inwestycją w sztukę, bowiem gromadzenie eksponatów pod własnym dachem może okazać się niebezpieczne. Nie chodzi nawet o strach przed kradzieżą – przed tym można się ubezpieczyć. Właściciele np. obrazów, nawet jeśli kupili je w celach inwestycyjnych i do tej pory nie mieli do czynienia ze sztuką, dość szybko łapią bakcyla i zamiast myśleć o realizacji zysków, zaczynają kombinować jakby tu rozbudować kolekcję. Po prostu trudno rozstać się z obrazem, który nie dość, że uświetnia np. gabinet, to w dodatku z wiekiem zyskuje na wartości. Ale to już zupełnie inna historia.
Podobał Ci się ten artykuł? Oceń na TAK lub NIE.
|
|
Liczba komentarzy: 0