» Wyszukiwarka» Kategorie
» Multiprofile
|
» Kategoria: Ludzie i Społeczeństwo / ŚwiatPożądny, naókowy i objektywny raport o globalnym ociepleniuPiotr Waydel 02.01.2010, czytano 4,884 razy, pobrano kod HTML 1 razy, komentarzy 13.
Organizacja ds. Wpływu Człowieka Na Klimat Antarktyki, która to Antarktyka ma niewątpliwie wielki, choć jeszcze nieznany naókowcom wpływ na światowe globalne ocieplenie/ochłodzenie (niepotrzebne skreślić), opublikowała swój od dawna pożądany i brzemienny niewątpliwie w skutki raport. Mówi on o przerażającym wpływie człowieka na klimat Antarktyki, która to Antarktyka ma niewątpliwie wielki, choć jeszcze nieznany naókowcom wpływ na światowe globalne ocieplenie/ochłodzenie (niepotrzebne skreślić). Wielkie podziękowania i większość zaszczytów należą się znanemu naókowcowi, nadzwyczajnemu profesorowi zwyczajnemu, wielokrotnie zrehabilitowanemu doktorowi habilitowanemu, magistrowi, inżynierowi Fu, który niechcący zauważył, podczas gotowania na Antarktydzie wody na herbatę, że wokół niego robi się jakby cieplej. Z dużą przytomnością umysłu skorzystał ze skomplikowanego urządzenia naókowego, tak zwanego termometru (link do Wikipedii), dzięki któremu mógł potwierdzić swoje spostrzeżenie. Z wielkim wysiłkiem wyciągnął z tego niezwykły wniosek, że wpłynął na klimat. Profesor Fu, człowiek niewątpliwie o wielkiej alternatywnej inteligencji, odznaczany na całym świecie za udowadnianie niemożliwego, słusznie zauważył, że jeżeli on tak podniósł temperaturę na Antarktydzie, to więcej ludzi, być może że podniesie ją jeszcze więcej. Zaprosił w związku z tym wielu równie wybitnych i zasłóżonych naókowców z całego świata na potwierdzenie tej hipotezy. Wnioski z tego spotkania są porażające dla ludzkości. Nie tylko udowodniono, że więcej ludzi bardziej podnosi temperaturę na Antarktydzie, co niezależnie sprawdził siedząc przy buzującym kociołku każdy z zaproszonej światowej elity intelektualnej, ale jeszcze szczęśliwym trafem udało się wykryć dodatkowe zagrożenie. Od gorąca, spowodowanego błyskawicznym ocieplaniem klimatu, spowodowanego przez liczną grupę naókowców gotujących herbatę, oderwał się duży sopel i spadł do kociołka z wrzącą wodą, która przelała się przez brzegi naczynia. Profesor Fu, niewątpliwie najbardziej błyskotliwy, ochlapany silnie wrzątkiem, określił to zdarzenie jako katastrofę. Profesor Yc, który zawsze słynął z uogólnień, natychmiast przełożył to na ogromny sopel antarktyczny i ocean, który w wyniku tego wystąpi z brzegów i zaleje wszystkich. Zalani tym i innym słynni profesorowie mogli w związku z tym sporządzić raport udokumentowany nie tylko własnymi doświadczeniami, badaniami i pomiarami, ale i przeżyciami. Oszacowali nawet przyszły wzrost temperatury na Antarktydzie dzięki różnicy temperatury zmierzonej przez profesora Fu, gdy dokonywał samopas swego wiekopomnego odkrycia, a temperaturą zmierzoną już wspólnie, oraz dzięki temu, że pilot helikoptera potrafił obliczyć ilość dni dzielących te dwa wydarzenia. Bezsensowne uwagi inżyniera C, że pływające kry i góry lodowe nie zwiększają poziomu wody po roztopieniu, zostały pominięte oczywistym milczeniem, jako że nie tylko nie był on profesorem, ale nie miał żadnego tytułu naókowego. Dzieje się tak po zachodniej stronie Antarktyki, gdzie na potwierdzenie wniosków słynnych profesorów, nawet poza sezonem pękają i odrywają się ogromne góry i platformy lodowe, mimo że średnia temperatura na Antarktydzie spadła nieodpowiedzialnie w ostatnich dziesięcioleciach od 2 do 4oC (różne stacje pomiarowe), widocznie nie znając jeszcze faktów medialnych i wniosków płynących z raportu. Bezczelnością są pojawiające się tu i ówdzie niesprawdzone plotki, że zmniejszanie zachodniej części lądolodu Antarktydy, jak również podobno niewielkie czasami wykazywane tam punktowo ocieplenie, jest efektem wykorzystania najnowszych osiągnięć techniki militarnej (przecież to niemożliwe!!! kto i po co by to robił???) na przykład do spektakularnego i oczywiście jak najbardziej samoistnego odrywania się ogromnych gór lodowych, w związku z globalnym ociepleniem powodowanym przez ludzi, co niezbicie udowodnił profesor Fu i jego wybitni koledzy. Jest to oczywiście niemożliwe po stronie wschodniej, gdzie lądolód pokrywa góry i pokrywa lodowa zwiększa się w szybkim tempie. To znaczy możliwe są różne zdarzenia, ale góry przykryte lodem nie zechcą same (przy dzisiejszej technice) oderwać się od reszty lądu, nawet w szczytnym celu wsparcia raportu profesorów. Uwagi inżyniera C, że niemożliwe jest podniesienie poziomu wód światowego oceanu, jeżeli przybywa lodu na powierzchni Antarktydy, zostały natychmiast błyskotliwie oddalone przez najbardziej przytomnego (jeszcze) profesora Gie, który stwierdził, że jeżeli przybędzie go za dużo, to Antarktyda zatonie pod wpływem własnego ciężaru i spowoduje powódź światową. Dla niedowiarków przygotowano naókowe doświadczenie ódowadniające wpływ człowieka na zmianę klimatu Antarktydy. Każdemu badaczowi, który jest w stanie przekazać odpowiednio wysoką kwotę na dalsze wyjątkowo kosztowne i niezbędne badania, umożliwia się podchodzenie z termometrem w ręku do miejsca oddziaływania przez człowieka na klimat, czyli do ogromnego kotła, który dostarcza war na herbatę dla coraz większej ilości współpracujących, badających i ódowadniających naókowców. W sytuacji tak nadzwyczaj istotnych i ważnych dla ludzkości badań, szczytem bezczelności jest kwestionowanie ponad 50 miliardów dolarów wydanych w ostatnim dziesięcioleciu na ódowodnienie globalnego ocieplenia. Środowisko naókowe związane z tym tematem uważa, że żadne kwoty nie są za wysokie na dalsze prowadzenie przez nich absolutnie niezbędnych badań w tym lub dowolnym innym, byle opłacalnym kierunku (takim jak na przykład dziura ozonowa czy wpływ pełni Księżyca na porost włosów u łysych). Zupełnym nieporozumieniem jest podważanie niepodważalnych decyzji tego środowiska naókowego, że to człowiek przez emisję dwutlenku węgla powoduje te katastrofalne zmiany klimatu. Przecież nikt przy tak zdrowych zmysłach, jak wymienieni naókowcy i ich wybitni, prawie równi im koledzy, nie będzie brał pod uwagę takich drobiazgów jak fakt, że w Ociepleniu Holoceńskim były fantastyczne warunki do życia, mimo że temperatura była o 7°C wyższa niż obecnie, a stężenie CO2 bywało nawet w poprzednim stuleciu znacznie wyższe niż obecnie. A tym bardziej coś takiego jak wybuch wulkanu Krakatau, który wyemitował jednorazowo więcej CO2 niż sumaryczna emisja cywilizacji przemysłowej na przestrzeni dziejów i nie spowodował „globalnego ocieplenia". Przecież nie od dziś wiadomo, że wyjątki potwierdzają regułę. Krakatau tylko raz w tym okresie wyemitował CO2 i pewnie niechcący, wyjątkowo nie spowodował efektu cieplarnianego, co jest właśnie tym wyjątkiem. Za to w całym pozostałym czasie nie podnosił temperatury tylko dlatego, że nie emitował CO2, co dowodzi bezwarunkowo wpływu dwutlenku węgla na ocieplenie. Jeżeli zaś zupełnym przypadkiem nie będzie globalnego ocieplenia, ani światowej powodzi, to tylko dzięki nadzwyczajnej czujności intelektualnej i bezdennej wiedzy takich naókowców jak profesor Fu, profesor Yc, profesor Gie i ich wybitnych kolegów, którzy potrafili na czas przewidzieć i udokumentować te zdarzenia. Wiadomo przecież, że jak się z góry coś założy, to na pewno to nie wyjdzie. Nie ma w związku z tym ceny na takie badania i dla takich ludzi. To im zawdzięczamy, że nasze życie jest takie jakie jest. To dzięki nim nasze życie w przyszłości będzie wolne od trosk, takich jak na przykład pieniądze, o które nie będziemy już musieli się martwić, ani zastanawiać się co z nimi zrobić. Piotr Waydel
Podobał Ci się ten artykuł? Oceń na TAK lub NIE.
|
|
Liczba komentarzy: 13
Czy błędy w tytule są zamierzone?
boa No co ty, nie zauważyłeś że są one (błędy) tylko w określonych miejscach? :-)
To nie są błędy. Zarówno w tytule jak i w treści słowa w takiej postaci oddają zdecydowanie lepiej niewątpliwie głęboko wysoką alternatywną inteligencję i bezdenną interdyscyplinarną wiedzę naókowców ódowadniających wpływ emitowanego przez człowieka CO2 na globalne ocieplenie/ochłodzenie, jak również ich nadzwyczaj oszczędne posiłkowanie się prawdą, której przecież nie należy nadużywać.
Mnie zastanawia jeden fakt, zawsze po zainwestowaniu środków w jakieś działania są sprawdzane efekty jakie przyniosła dana inwestycja oraz weryfikacja, czy dane środki zostały odpowiednio zagospodarowane.
W tym przypadku to miało miejsce? (rozliczenie środków na te badania) czy też jest tak, że Pan plofesiol Gie z kolegami są jedynymi specjalistami w tej dziedzinie i to oni określają czy te środki zostały odpowiednio skonsumowane.?
Z tekstu wnika, że nikt nie podjął się badań prehistorii aby zapoznać się z wysokością i jej skutkami emisji CO2?
Czyli to tak, jakby fundusze unijne były rozdawane bez biznes planów jedynie na podstawie "właściwego nazwiska"?
Hubert Osiński
Środki zostały zainwestowane na ódowodnienie wpływu człowieka na globalne ocieplenie poprzez emisję CO2. Drobna część naókowców, podjęła się tego niewątpliwie wysoce karkołomnego zadania, za co i na co dostałą kasę.
Pozostali naukowcy i ogromna większość instytutów udowadnia zupełnie coś innego, ale nie jest to po myśli lobby zainteresowanego ściągnięciem haraczu od wszystkich narodów.
W 1992 roku ponad 4.000 najsłynniejszych naukowców z całego świata, wśród których było 72 noblistów, podpisało w Apel Heidelberski, w którym zwracano uwagę na rzetelne podawanie udokumentowanych faktów. Jego rozpowszechnianie było blokowane przez „ekologów”.
W 1998 roku jeszcze więcej naukowców (ponad 17.000) podpisało Petycję Oregońską, w której stwierdzili brak dowodów na wpływ gazów emitowanych przez ludzkość na zmiany klimatu.
Grupa ponad trzydziestu tysięcy naukowców pozwała dwa lata temu Ala Gore do sądu za kłamstwa i manipulacje w sprawie globalnego ocieplenia, co spowodowało ogromne straty dla światowej gospodarki.
Al Gore... hmmm w takim razie zrozumiałem dla czego praca w rządzie/parlamencie przestała go rajcować....
No tak, normalne lepsza kasa, lepsza praca :-)
Widać jak na dłoni, że ktoś tu kręci lody. Za komuny jak nie było w sklepach masła, to naókowcy mówili, że jest ono nie zdrowe - za to chwalili margarynę. Do dziś nie wiadomo, co tak naprawde jest zdrowsze. A może by tak nie jeść masła i margaryny w ogóle?
Fantastyczny, cierpki artykuł o tym jak łatwo i głupio dajemy się zwodzić. Myślę,że gdyby tak trafił do masowego odbiorcy namieszałby trochę w głowach tym wszystkim, co już żegnają się z tym światem powaleni wizją nieuchronnej zagłady. Biznes i manipulacja, a niby człowiek coraz bardziej myślący...
Zastanawia mnie jedna rzecz, dlaczego mała grupa naókofcuf i ekspertuf, uparcie twierdzi co innego niż tysiące ludzi oddanych nauce i poszukiwaniu prawdy? Owa grupa naókofcuf forsuje za wszelką cenę teorie podkreślające przede wszystkim wpływ CO2 na zmiany klimatu i w związku z tym jego ocieplanie. Jeśli tak jest naprawdę, to zróbmy sobie wycieczkę w przeszłość. Jak wyglądał przemysł, ile było fabryk i samochodów w latach ok. 1000 - 1300, kiedy to występowało maksimum aktywności Słońca, a średnia temperatura była wyższa od obecnej o kilka stopni Celsjusza? W Polsce uprawiano na przykład winorośl (sic!).
Na klimat na Ziemi ma wpływ Słońce. Podczas ostatniego tysiąclecia zaobserwowano zmniejszanie się liczby plam na Słońcu. Takie okresy występowały trzykrotnie. Znane są jako minimum Sporera (1420-1570), minimum Maundera (1645-1717) i minimum Daltona (1790-1830). Dochodziło w tym czasie do zamarzania Bałtyku przez wiele miesięcy na całej powierzchni.Może już niedługo, zamiast ocieplenia, czeka nas kolejna, jak nazywali ją średniowieczni kronikarze, "mała epoka lodowcowa"? Jak widać, na przestrzeni lat powtarzały się regularnie okresy ocieplania i oziębiania się klimatu.
Nawet wśród samych klimatologów istnieją rozbieżne poglądy dotyczące przyczyn ocieplania się klimatu. Różne sposoby i metody wykonywania pomiarów, różne współczynniki, itd. Jak mogą przewidzieć, co się stanie za 50 czy 100 lat, jeśli nie potrafią powiedzieć, jaka będzie pogoda np. każdego pierwszego dnia miesiąca przez najbliższy rok?
Ludzie pozwalają się ogłupiać tylko do pewnego stopnia. Na szczęście - dzięki takim publikacjom - powiększa się grono osób, których tak łatwo nie da się zmanipulować.
"No podłość ludzka nie zna granic!" cytując bohaterkę pewnego filmu... nie macie wrażenia, że robią z nami, jako społeczeństwem to samo co kapłani egipscy... pamiętacie "Faraona"? Jak sobie jaja robili ze społeczeństwa i jak wykorzystali naturalne zjawisko jakim było zaćmienie słońca aby zmusić ludzi do posłuszeństwa bo powiedzieli, że to Bogowie się gniewają i słońce zabierają... Dziś robią to samo... z globalnym ociepleniem. Wyliczyli co się ma dziać. Wiedzą doskonale, że Ziemi akurat na ten czas przypada przebiegunowanie. Więc zmiany klimatyczne raczej bankowo się będą działy. Więc co, dawaj puszczać famę o globalnym ociepleniu, o wielkiej potrzebie dbania o środowisko, ekologię. To jest o tyle dobre, że rzeczywiście wiele osób zacznie inaczej myśleć ale skoro za globalne ocieplenie człowiek jest odpowiedzialny w około 2-3 % a reszta to naturalne cykle i procesy... a oni... straszą. Oni zawsze muszą czymś zajmować społeczeństwo, zajmować czymś masy. Aby potulnie pracowały, nie myślały za dużo... jesteśmy dla nich dojnymi krowami, które trzeba karmić... scena jak z matrixa.... tylko, że nie podłączają nas do niczego, nie potrzebują... wystarczą hipnotyczne, magiczne, okultyczne wpływy.
Udało się wyprać ze społeczeństwa zupełnie świadomość duchowości. Wszystko co trąci ezoteryką zostało wyśmiane, wyszydzone... przestaliśmy na to zwracać uwagę. Super. Przestaliśmy się bronić. Teraz jako społeczeństwo jesteśmy idealnym motłochem do sterowania. Wystarczy kilka świadomych, nie koniecznie dobrych ale świadomych umysłów i już można puszczać ludziom filmy. Już ich można programować. . wszyscy jesteśmy istotami duchowymi... a nasza uwaga została ukierunkowana na ciało i materię zapominając o duchowości... "genialne".
W każdym razie przekręt iście w egipskim stylu... wkręcają nam co chcą... globalne ocieplenie, kryzys, wojny, wszechogarniający seksualizm, sukcesy, pasje, nałogi, kariery, zgiełk, huk, wyścig szczurów, mrówki, węże... ;) i zasmarzki tylko brakuje ;) Heeej ... nie dajmy się, Smiejmy się z tego. Nie ma co. Łapmy się naszych serc, one nas przez to przeprowadzą... to nie slogan ezoteryków.... to fakt... jeśli zaczniemy żyć, działać z centrum naszego uczucia bezwarunkowej akceptacji i miłości, wniesiemy się ponad te wpływy... . Świadomie upinajmy się o naszą duchową tożsamość. Każdy taki gest wywołuję piękną reakcję "na Górze"... w naszej Nadświadomości.
zaczynamy łapać prawdę a ona wiadomo... wyzwala ;)
Pozdrawiam serdecznie wszystkich :)
Brawo Panie Piotrze! Wreszcie głos rozsądku wśród ciągłego straszenia nas klękami, chorobami, wzrastającą przestępczości,... Media nie piszą i nie pokazują już nic innego, jak tylko to, co ma nas przerazić lub "ostrzec", tak jakby nasze życie faktycznie było tylko zlepkiem klęsk, nieszczęść i niepowodzeń. A przecież gdyby tak było, to po co mielibyśmy się męczyć na tym "nędznym padole łez" ? :)
Brawo Piotrze !
Ten pogląd powoli przebija się do świadomości myślących :-) Szkoda, że ich tak niewielu :-( i że pozostali nie poszukują czegoś innego niż podadzą im w TV, czy innych mass mediach...
Tekst cud, miód. Doskonale napisany. Wobec rzeczowych komentarzy, nic już od siebie nie dodam. Oby takich wniosków nt oczywistych absurdów było jak najwięcej. Szkoda tylko, że bez względu na to, co wiemy, kolejne rządy będą skwapliwie włazić w d... międzynarodowym oszustom i wysysać pieniądze z podatków, lub też dobrowolnie pod przymusem (międzynarodowe umowy) obdzierać nas z kasy na tego rodzaju naókowe widzi mi się, kryjące się pod różnymi pozorami, fundacjami, instytutami itp. Może dojdziemy do tego, że WOŚP również dołączy nasze datki, na cele tak szczytne, jak ratowanie naszej ukochanej matki ziemi, pod przywództwem owych autorytetuf.